Featured

O blogu | zanim zaczniesz czytać | Q & A

Jestem początkującym inwestorem (od 2016 r.). Na tym blogu przedstawiam prywatne opinie, o których chciałbym dyskutować. W cotygodniowych wpisach z podsumowaniem zamieszczam informację o składzie portfela oraz wykonanych transakcjach, wraz z ich uzasadnieniem (swoisty pamiętnik inwestora). Nie twierdzę, że decydując o swoich inwestycjach nie popełniam błędów – wrzęcz przeciwnie. Bloga prowadzę, bo lubię pisać, przede wszystkim jednak – chciałbym, aby wszelkie możliwe, ewentualne błędne założenia eliminować. Ponieważ zbieraniu, przetwarzaniu i analizowaniu informacji poświęcam dość sporo czasu i tą wiedzą chciałbym się dzielić – liczę również na to, że znajdą się osoby, dla których zamieszczone tu wpisy okażą się w jakikolwiek sposób pomocne.

Do kogo adresuję swoje wpisy? Trudne pytanie. Inwestorzy wyjadacze, którzy żyją życiem swoich walorów i wiedzą o nich wszystko, raczej nie znajdą tu dla siebie nowych informacji, choć ich zwłaszcza zachęcam do dyskusji. Mam natomiast nadzieję, że zarówno spekulanci, którzy nie mają czasu by śledzić wszystkie walory i dogłębnie poznawać ich fundamenty, jak i nowicjusze, którzy dopiero poznają tajniki inwestycji (zwłaszcza w gamdev) znajdą tu dla siebie cokolwiek ciekawych treści.

Nowicjuszy (do których sam siebie nadal zaliczam) nie zachęcam, a nawet odradzam naśladowanie opisanych tutaj zagrań. Totalnym świeżakom polecam wpisy (w których również sporo wyjaśnień dotyczących mojego podejścia do rynku i strategii):

Pomimo bezczelnej strategii inwestowania w spółki wysokiego ryzyka mam wiele pokory do rynku i mam nadzieję, że takie podejście jest w moich wpisach widoczne.

Przedstawiam wyłącznie subiektywne, własne opinie. Żadna z zamieszczonych tu wypowiedzi nie może być traktowana jako porada bądź rekomendacja. Każdy powinien dokonać samodzielnej oceny ryzyka.

Q & A

Czy możesz napisać coś o CRJ, TEN, ULT, FOR lub QUB?

Być może napiszę o nich, jeśli będę miał taką potrzebę. Piszę jednak przede wszystkim o swoich inwestycjach i nie zamierzam raczej komentować spółek, których nie mam w portfelu z prostej przyczyny – rzadko mam je dogłębnie przeanalizowane. Jeśli nie inwestuję w jakąś spółkę to nie znaczy, że nie dostrzegam szans na jej wzrosty lub nie wierzę w siłę lub jakość jej fundamentów. Być może nie miałem czasu na dokładne prześwietlenie jej bebechów, bądź tego nie zrobiłem po prostu zbyt wcześnie stawiając na niej kreskę (dobry research to podstawa każdej inwestycji) bądź się z tym spóźniłem i uwzględniając obecną kapitalizację – uważam, że ryzyko jest już zbyt wysokie.

W chwili obecnej moja strategia zakłada, że zupełnie pomijam spółki produkujące mobilki bądź te, dla których konsole, a nie PC, stanowią główne platformy. Nie dlatego, że w nie nie wierzę, ale dlatego, że to temat trudniejszy do szacowania i analizy (np. mniejszy dostęp do danych o popularności produktu przed premierą czy informacji pozwalających prognozować sprzedaż po premierze gry). Dodatkowo, spółki takie jak ULT czy FOR wypuszczają wiele małych gier, ich ciągłe śledzenie jest o wiele bardziej czasochłonne niż spółek, które rzadziej wydają raczej większe gry.

Podsumowanie roku 2020 i postanowienia noworoczne

https://smartbettingguide.com/app/uploads/2020/03/dogscoin-300x193.jpg

Muszę dać kilka zastrzeżeń, zanim przejdę do raczej optymistycznego podsumowania 2020 r. O ile dla mnie to był świetny i przełomowy rok, o tyle mam świadomość że był on dla wielu osób tragiczny. Nie chodzi mi tutaj wyłącznie o ciężką chorobę czy wzrost śmiertelności, ale również o dramaty gospodarcze osób z wielu branż, które na skutek ograniczeń znalazły się w trudnej sytuacji, bez swojej winy pozbawione źródła utrzymania. Pamiętam o tym i za każdym razem, gdy mówię, że był to dobry rok, jednocześnie im współczuję i doceniam to, że na razie udało mi się uniknąć pandemicznych kłopotów. Jestem zatem świadomy, że dodatni wynik transakcji giełdowych jest w dużej mierze efektem szczęścia. Staram się mieć na względzie ryzyko, że fortuna może się w każdej chwili ode mnie odwrócić.

Następnie muszę uprzedzić, że to podsumowanie subiektywne, z punktu widzenia mojego portfela – to nie jest podsumowanie roku branży gamedev na giełdzie. Tego raczej nie podejmę się w tym roku na blogu. 

Wynik

Przechodząc do sedna, 2020 był dla mnie piątym rokiem praktyki na rynku akcji. Prawdopodobnie był to pierwszy rok względnie świadomego inwestowania. To też rok, w którym udało mi się (przy sprzyjającym otoczeniu) kilka zagrań ze stopą zwrotu o jakiej w 2019 r. nawet nie marzyłem.  

Miarodajnego wyniku, rzetelnie oddającego dane, nie jestem niestety w stanie podać. W pierwszych i ostatnich miesiącach roku zrobiłem zbyt wiele wpłat i wypłat z rachunku, których odtworzenie zajęłoby mi wieki. A byłoby to konieczne, by przedstawić wynik zgodnie z metodologią XIRR i instrukcjami MysteryFinanse (Co to jest XIRR, czyli jak obliczyć stopę zwrotu z regularnych inwestycji).

Nie jest jednak tak, że zupełnie nic nie jestem w stanie policzyć. Mój uśredniony zysk na transakcjach rozliczonych w 2020 r. wyniósł 88% (brutto), jednak to wartość raczej niemiarodajna, gdyż nie uwzględnia rzeczywistego wzrostu wartości portfela, z którego dokonałem w tym roku znacznie więcej wypłat niż wpłat. Wartość tę policzyłem w ten sposób, że zsumowałem zainwestowane kwoty dzieląc ich sumę przez sumę kwot, które otrzymałem ze sprzedaży akcji, następnie odejmując 1 i wyciągając procent.

Najważniejszą dla mnie rzeczą jest fakt, że zrealizowałem plan na 2020 w całości, tj. wszystkie otwarte pozycje zostały pokryte zyskami z transakcji na akcjach (obecnie już z bardzo dużą nawiązką). 2021 zaczynam z kapitałem o ⅓ większym, niż kapitał który miałem w 2020 r. – i to pomimo faktu znacznych rozmiarów wypłat (pisałem o tym w maju, gdy pozostawiłem w akcjach wyłącznie środki, które zarobiłem na giełdzie przez okres ostatnich 4 lat (link). We wrześniu i październiku musiałem zredukować portfel o niemal połowę.

Istotne okresy

Okres do wybuchu pandemii w marcu w dalszym ciągu naznaczony był piętnem z 2019 r., który był w moim wykonaniu rokiem dość chaotycznym i niestety zakończonym stratą (przez fakt rozliczeniach straty na CFG i ponownym otwarciu pozycji, tyle że bez dobrego planu). O tym, jak wpadłem w tarapaty przez premierę gry Phantom Doctrine pisałem w tym wpisie na blogu (Niedźwiedzie gierki – moja strategia na nieudane premiery).

W miesiącach kwiecień-wrzesień 2020 r. względnie poukładałem sobie inwestycyjne życie i ułożyłem bardzo dobry plan (moim zdaniem, jak na ten etap rozwoju). Plan ten zakładał brak wypłat – akcje stanowiły relatywnie małą część całego majątku i wyglądało na to, że będę mógł realizować strategię bez dalszych wypłat. To założenie zostało bardzo szybko zweryfikowane przez los. Musiałem zmienić plany. W październiku pojawiła się inwestycja o charakterze nieco bardziej konsumpcyjnym (powiedzmy – życiowym), na którą nie miałem w pełni zapewnionych środków, a więc której realizacja wymagała sprzedaży znacznej części portfela akcji. To niespodziewany zakup poza giełdą (i zdecydowanie poza branżą gamedev), na którą nie miałem niestety innego finansowania. Zatem plany zatrzymania wielu pozycji z portfela jako wieloletnich musiały zejść na drugi plan. 

Miałem poważny problem z doborem pozycji do zamknięcia i opracowaniem nowej strategii. Byłem już przywiązany do planu, w którego opracowanie włożyłem sporo pracy. W tym samym czasie (może miało to związek z napięciem, jakie odczuwałem w związku z koniecznością zmiany strategii), kombinacja czynników wywołała u mnie pierwszy raz w życiu prawdziwie niedźwiedzi epizod (aura towarzysząca wzrostowi zachowań COVID i wyborom USA, duże obciążenie w życiu zawodowym niezwiązanym z giełdą, poza tym… dość ponura jesień). Październik i częściowo listopad były miesiącami, w których opanował mnie po prostu strach. Miałem wrażenie, że wszystkie akcje mnie parzą i muszę je wyrzucić.

Na szczęście miałem trochę czasu by zebrać potrzebne środki i nie musiałem sprzedać akcji po bieżących cenach. Nie znajdując innego lepszego rozwiązania zostawiłem decyzję losowi, ustawiając stop lossy na wszystkich pozycjach w portfelu. W niedługim czasie stopy zamknęły pozycje na LVC, PLW i MOV – to wystarczyło na sfinansowanie planów. Ostatecznie z czasem udało się opanować ten pesymizm, przyznać do błędu, że strach był przesadzony (tak ten epizod obecnie postrzegam, zobaczymy jak to stwierdzenie się zestarzeje) i powrócić do obozu umiarkowanych byków. Niebagatelną rolę w procesie rekonwalescencji i powrotu do obozu umiarkowanych byków odegrał wpis na blogu TrysteroKrólicza nora pesymizmu.

Muszę zostawić też kilka słów komentarza o zamknięciu pozycji na CD Projekt. W grudniu sprzedałem ostatnią transzę akcji kupionych w 2016 r. z zyskiem 290%. Średni zysk z transakcji sprzedaży na CDR rozliczonych w 2020 r. wyniósł 307%. Po upływie trzech tygodni od tego wydarzenia przyznaję, że prawdopodobnie przyczyną sprzedaży było zbyt duże obciążenie psychicznie związane z trudem utrzymania tych akcji w portfelu. Wszechobecność problemów premiery Cyberpunka 2077 jeśli chodzi o media, przytłaczające opinie graczy, Twitter, Facebook, fala hejtu, kolejne złe informacje (wycofanie gry z PS Store) i topniejąca wieloletnia pozycja sprawiły, że nie wytrzymałem. Pomimo wewnętrznej walki (podsycanej niechęcią do zapłaty wysokiego podatku od rozliczenia tak dużej pozycji – CDR w końcu był jedną z dwóch największych inwestycji w portfelu), ostatecznie sprzedałem wszystkie pozostałe akcje.

Obecnie mam wątpliwości, czy nie była to jednak błąd. W końcu nie grałem tutaj “pod premierę”, tylko longterm, a z punktu widzenia wieloletniej pozycji wydaje się, że CDR jednak wyjdzie na prostą i z czasem wróci do wzrostów. Niemniej na razie nie jestem jeszcze emocjonalnie gotowy na to, by ponownie zainwestować w CDR. Jest też sporo niewiadomych, które nie dawałyby mi spokoju i dalej wiązały się z nerwami (np. kwestia rozliczenia prowizji i kosztów dystrybutorów od sprzedanych, a zwróconych egzemplarzy, czy sprawa UOKiK, która wydaje się poważniejsza niż roszczenia sądowe inwestorów – kibicuję CDR i liczę na to, że uporają się ze wszystkimi problemami, ale nie wiem, jak będzie do tego podchodził rynek).

W 2020 rok na plus:

(+) zrealizowanie strategicznego celu na ten rok – wszystkie akcje, jakie mam w portfelu, zostały sfinansowane ze środków pochodzących z obrotu akcjami,

(+) zadowalający wzrost kompetencji z apetytem na więcej i jednocześnie świadomością o licznych brakach i długiej drodze przede mną,

(+) progres w stosunku do 2019 r., który pomimo pewnej poprawy w drugiej połowie zakończyłem stratą,

(+) co do zasady brak nieudanych zagrań (mimo wszystko nie zaliczam do tej kategorii sprzedaży CDR) vs 2019, który zakończyłem stratą,

(+) seria bardzo zyskownych transakcji – w tym niektóre z nich to pozycje otwarte i zamknięte w 2020 r. 

  • LVC – w ramach fazy niedźwiedzia i konieczności znacznej redukcji portfela ustawiłem stop-loss, który skończył się zrealizowałem zysku 127% na pozycji otwartej w 2020 r.
  • DAT – udany zakup akcji dosłownie w ostatniej chwili przed odjazdem (obecnie niezrealizowany zysk wynosi 176%). 
  • PLW – podobnie jak w przypadku LVC, zrealizowany zysk 136% z pozycji otwartej w grudniu 2019 r. (uśrednionej w górę w 2020 r.),
  • MOV – podobnie jak w przypadku LVC i PLW – sprzedaż w fazie niedźwiedzia, łączny zysk ze wszystkich transakcji na MOV w tym roku to 185% (na jednej transzy udało się wyciągnąć 358%),
  • CFG – stopniowo zamykana pozycja w kilku transzach – częściowo traktuję ją jako pokrycie straty z 2019 r., pokrytą już w maju 2020 r. Na kolejnych transzach (po tym jak pokryłem straty) zysk na tym walorze wyniósł dla mnie średnie 126% (opisywałem na blogu).
  • już opisane transakcje na CDR – zysk na transakcjach sprzedaży akcji CDR w 2020 r. wyniósł średnio + 307%,
  • CRJ – pozycja otwarta w lutym i zamknięta w kwietniu z zyskiem 127%. Ta transakcja to jednocześnie minus, gdyż nie udało mi się rozpoznać prawdziwego potencjału drzemiącego w DLC do Green Hell i przedwcześnie zrealizowałem zysk (na prawdopodobnie najlepszej inwestycyjnej okazji, która była w 2020 r.). Bywa i tak – lekcja nawet bardziej cenna niż zysk, z jednej strony – lekcja pokory, a z drugiej – nauczka jak bez emocji podchodzić do popełnionych błędów. CRJ – trzymam za nich kciuki.
  • dwie względnie udane transakcje na BLO z zyskiem 53% i 25%.

W 2020 na minus:

(-) Duży emocjonalnie koszt osiągniętego wyniku – bywały okresy, gdy ciężar utrzymania pozycji mnie dość mocno dotykał. Jak wskazują mądrzejsze i o wiele bardziej doświadczone głowy (mam tu na myśli choćby blogi MysteryFinanse i wpis o „jak najmniej absorbującym inwestowaniu wedle filozofii bogleheads, jak i wpisy na blogu Trystero), koszt inwestycji to nie tylko prowizja i jej ewentualny wynik, ale i ciężar emocjonalny. Powstaje pytanie – ile dni, tygodni, miesięcy, a następnie – lat można żyć w stanie stresu i jak z czasem zacznie wpływać na życie prywatne i wyniki finansowe.  

Niestety największy emocjonalnie ciężar w 2020 r. nie wiązał się jednak z handlem akcjami, tylko z niepotrzebną “aferą”, związaną z krytycznymi opiniami, które wyraziłem na blogu. Pomimo że miałem rację, nie będę powtarzał więcej takich szarż, krytycznych (a na pewno tak bezpośrednich wpisów) na blogu już zatem nie będzie. Zbyt wiele nerwów mnie to kosztowało. Jestem tym bardziej zły na siebie, że kilka osób ostrzegało mnie, że tak się może to skończyć (w tym z niezmiennie cenionej, choć ostatnio rzadziej odwiedzanej przez mnie grupy na facebooku Giełdowi Cynicy).

(-) Początek i końcówka roku to niestety pewien chaos w portfelu wynikający częściowo z błędów popełnionych jeszcze w 2019 r. (jeśli chodzi o początek, natomiast końcówka roku – była kombinacją ataków pesymizmu i wydarzeń prywatnych, które wpłynęły na plany giełdowe i wymusiły zmianę strategii).

(-) Transakcja dokonana pod wpływem emocji – sprzedaż CDR, trudno na razie powiedzieć na ile może być ona błędem, przy czym – gdybym był konsekwentny i trzymał się swoich zasad inwestowania, inwestycja mogłaby być o wiele bardziej zyskowna. 

Plan na 2021

(>) Pozostaję przy gamedev – to jest mój zakres kompetencji w którym czuję się dobrze, zainwestowałem dużo czasu w poznawanie branży i będę to próbował dalej monetyzować – dopóki branża jest na topie.

(>) Chciałbym osiągnąć wynik mniejszym emocjonalnie kosztem, choćby był to wynik istotnie gorszy. Osiągając go jednak przy mniejszym zaangażowaniu, poświęcając mniej czasu na giełdę i nie zerkając tak często na arkusz (idealne by było dojść do poziomu, gdy zerkam na arkusz raz w tygodniu – czy to jednak realne?).

(>) Będę pracował nad odbudową portfela i powiększał pozycja na akcjach – w przyszłym roku podam wynik policzony zgodnie z metodą XIRR.

Nie będę podawał celu %, jaki chciałbym osiągnąć w 2021 r. Mój apetyt w dalszym ciągu jest spory, ale nie za wszelką cenę.

Gorzka wizja przyszłości

Cyberpunk 2077 Jackie Death

Wiem, że dawno nic nie pisałem – w związku z tym milczeniem Czytelnikom należy się kilka słów wyjaśnienia. Wyjaśnienia będą, ale nie dzisiaj. Dziś zamieszczam wyłącznie napisany nieco na kolanie, dość emocjalny (choć może niezbyt odkrywczy), wpis z komentarzem dot. premiery Cyberpunk 2077 od CD Projektu.

Problemy z optymalizacją CP2077 na PS4/XBox1 były znane od dawna. Powstaje pytanie – skoro w CDR nie udało się ich naprawić przez te miesiące, gdy premiera była przekładana, to czy w ogóle można je naprawić? Wydaje się, że może to być mało prawdopodobne.

Dodać należy pytanie, czy gra w tym stanie w ogóle powinna trafić do sprzedaży na wspomniane platformy? Jak to możliwe, że gra przeszła certyfikację? Niedoróbki i mniejsze bugi na silniejszych maszynach (PC czy PS5) są do wyczyszczenia i wybaczenia przy tej jakości story i przedstawionego świata – widać to po ocenach graczy choćby na Steam. W zakresie słabszych sprzętów – to są wątki, które trudno wybaczyć. Krytycznie należy spojrzeć zwłaszcza na zapewnienia o grywalności na starych generacjach przed premierą – to duży kryzys zaufania do informacji przekazywanych przez spółkę, który powinien być właściwie oceniony przez konsumentów, ale i akcjonariuszy.

Natomiast – a jest to moje zdanie, za które nie bijcie – premiera na PC i dalsze perspektywy na tej platformie wydają się być powyżej oczekiwań. Ten plus na razie nie bilansuje jednak wtopy ze starszymi konsolami, na które sprzedaż w długim terminie stoi pod znakiem zapytania. To nie jest wyjątkowo szokujące, że w obliczu tego problemu kapitalizacja spadła o ok. 15 mld zł.

Do rozwiązania pozostaje ogromny problem zaufania graczy, które obecnie zostało niemal zmiażdżone. Inwestorzy może jeszcze wybaczą, jeśli spółka zachowa się odpowiedzialnie. Koniec końców, wygląda na to, że „hajs się zgodzi”, skoro na rachunki spółki trafi w najbliższym czasie 1,3 mld zł z preorderów dystrybucji cyfrowej (to pi razy drzwi szacowany budżet gry, który już się ponoć zwrócił). A kwota ta będzie jeszcze powiększona o kwoty z preorderów dystrybucji pudełkowej, które miały stanowić 26% sprzedanych przed premierą egzemplarzy oraz wpływy ze sprzedaży po premierze. Czy dalsza sprzedaż udźwignie obecną kapitalizację? Zobaczymy, na pewno ryzyko jest istotne, że nie. Nie stawiałbym jednak na spółce tak łatwo krzyżyka.

CD Projekt zaskakiwał w przeszłości na wielu płaszczyznach, w tym – byciem fair względem graczy (genialne dodatki do W3, które mogłyby być spokojnie osobnym tytułem), ale i akcjonariuszy, otrzymując nagrody za IR. Tym razem CDR zawiódł po całej linii, a wyjaśnienie, że problemy to „efekty różnych konfiguracji„, moim zdaniem – w kontekście pojawiających się informacji – nie brzmi wiarygodnie.

Jak można naprawić wtopę wizerunkową? Moim zdaniem są dwa sposoby, które załatwiłyby sprawę i nie byłyby uznane za półśrodki – albo gra zacznie działać jak należy jeszcze przed Świętami (ale czy to możliwe?) albo – to rozwiązanie radykalne – pójdą zwroty pieniędzy dla graczy, którzy kupili grę wierząc w to, że będzie działała poprawnie, bo tak im powiedziano.

Dalej wierzę, że spółka może wyjść z tego kryzysu z twarzą i obronną ręką. Trudno mi uwierzyć w to, że Spółka tak po prostu odpuści sobie problem niegrywalności na starszych sprzętach oraz odpuści swój wizerunek budowany latami. To będzie trudne, jak mawia Buffet „Trzeba 20 lat, aby zyskać dobre imię, które można stracić w 5 minut.”

Mój zysk na tej wieloletniej pozycji wynosi nadal +370%. Zgadza się, nie sprzedałem akcji. Zgadza się, naruszyłem swoje zasady – przede wszystkim opisane tutaj: Niedźwiedzie gierki – moja strategia na nieudane premiery. Zamknięcie wieloletniej pozycji (drugiej inwestycji w życiu), okazało się trudniejsze niż myślałem. Stop loss, ustawiony wyjątkowo nisko (było wiadome, że kursem będzie ostro bujało) na razie nie puścił. Nie będę pisał z ilu stopniała pozycja w kilka dni. Trzymam rękę na „SELL” i albo ten przycisk wciśnie ostatecznie automat, albo zrobię to sam, gdyby kredyt zaufania – tak nadszarpnięty ostatnimi wydarzeniami – nie został spłacony. A szansa na odbicie może nie pojawić się szybko (w zależności od tego, jak spółka będzie próbowała poradzić sobie z tym kryzysem), ja jednak tutaj nie jestem od niedawna, tylko od ok. czterech lat. Jeśli wiarygodność będzie, jestem w stanie czekać tak długo, jak długo zamierzałem te akcje trzymać.

Z drugiej strony przesadne biczowanie nie jest wskazane. Wszyscy wiedzieliśmy, jakie jest ryzyko. Natomiast trochę śmieszą mnie wypowiedzi prezentowane pouczającym tonem: „Tak się kończy inwestowanie w hype, a nie fundamenty”. CDR to spółka, którą wspiera być może najlepsze pokrycie analityczne na naszym parkicie. Kapitalizacja spółki dyskontowała realistyczne wyniki sprzedaży CP2077, gdyby gra ukazała się gotowa i ukończona – grywalna na wszystkich platformych. W takiej sytuacji niebo nie miałoby granic.

Na koniec – współczuję zawiedzionym graczom, ale chyba jeszcze bardziej, Twórcom tej ponoć niesamowitej gry. Piszę ponoć, gdyż na razie sam jej nie odpalam – nie umiałbym czerpać z tego przyjemności. Współczuję twórcom (mam na myśli zespół pracujący nad grą), na których wylewa się hejt. A jest to zespół wycieńczony wielomiesięcznym crunchem, który zrobił dzieło pod wieloma względami wybitne (wierzę na słowo osobom, których opinie cenię). Być może zadanie było zbyt ambitne pod względem technicznym – z punktu widzenia starszych sprzętów, jego wartość twórcza wydaje się być bezdyskusyjna (a sam te opinię będę weryfikował w przyszłości).

I żałuję słów, które kiedyś napisałem w jednym z Tweetów bagatalizując problem crunchu. Czas pokazał (i kilku Czytelników w prywatnych wiadomościach), że nie miałem racji.

Niedźwiedzie gierki – moja strategia na nieudane premiery

Dalsza lektura wpisu oznacza, że Czytelnik zapoznał się z treścią Regulaminu bloga i akceptuje jego treść. Jednocześnie zaznaczam też, że omawiane sytuacje dotyczą zdarzeń historycznych i w żaden sposób nie odnoszą się do aktualnej lub przyszłej sytuacji spółek wspomnianych we wpisie. Nie zachęcam do kopiowania przedstawionej strategii – oczywiście jej powodzenie zależy od wielu zmiennych, a wszelkie próby stosowania opisanej strategii w praktyce mogą być wykonywane jedynie na własną odpowiedzialność Czytelnika.

*****

Mówi się, że nowicjusze popełniają dwa poważne błędy: zbyt długo trwają przy pozycjach stratnych oraz zbyt szybko realizują zyski. Ten pierwszy błąd zdarzyło mi się popełnić dwa razy, co niemalże skończyło się dla mnie inwestorskim pogrzebem – w obu przypadkach było to następstwem premier gier, które nie spełniły oczekiwań rynku. Nieudana premiera to jednak nie koniec świata – najgorsze co można zrobić, to być na tę okoliczność nieprzygotowanym strategicznie. To natomiast może skończyć się nieodpowiednią reakcją pogarszającą sytuację. A stosowna reakcja jest trudna, gdyż na przeszkodzie podjęcia trudnych decyzji stoi urażone ego – zamknięcie pozycji to przyznanie się do błędu i poważny cios dla wiary we własną nieomylność. Na pewno przeszkodą będą też mechanizmy obronne psychiki (wyparcie).

W dzisiejszym wpisie napiszę o tym jakie błędy popełniłem inwestując w akcje Farm51 przed i po premierze “GetEven” (2017). Następnie, czym kierowałem się inwestując w akcje dawnego CreativeForge Games (CFG) przed premierą “Phantom Doctrine” (2018), a następnie – jak po nieudanej premierze tej gry po raz drugi popełniłem podobne błędy, co do których wcześniej przysięgałem sam sobie, że nigdy ich więcej nie popełnię. Na samym końcu wpisu kilka wykresów przedstawiających historyczne kraksy (w których na szczęście nie brałem udziału).

2020 r. – rok obfitości

Od Czytelników bloga kilka razy już dostałem pytanie – co sądzę o tym, kiedy na giełdzie może skończyć się łatwa kasa z inwestycji w gamedev. Ostatnio prof. Tomasz Zaleśkiewicz w rozmowie z parkietem powiedział, że podobne wypowiedzi przypominają mu lata 90-te “gdy na GPW panowała pierwsza hossa i często spotykałem się z opiniami, że na rynku nie da się stracić. Ludzie budowali w sobie takie przekonanie, bo przez kilka miesięcy rynek nieprzerwanie rósł” (link).

W 2020 r. mamy szczęście w nieszczęściu – doszło do kumulacji zdarzeń, które powodują, że wiara inwestorów w gamingowe spółki jest silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. A to za sprawą trzech czynników:

  • W 2020 r. mieliśmy dwie znakomite premiery spoza grupy już wcześniej docenionych spółek (udało się zabłysnąć CreepyJar i Movie Games), a więc rynek liczy, że w niedługim czasie któryś z nowicjuszy powtórzy ich sukces,
  • na rynku pojawiło się wiele nowych spółek, często bardzo ambitnych i łakomych na sukces, które rywalizują o względy inwestorów różnymi sposobami,
  • na rynku pojawiło się wielu nowych inwestorów, którzy nie pamiętają najgorszych kraks i krachów gamingu – nie znają zasady, zgodnie z którą udane premiery należą raczej do rzadkości.

Sukces dwóch ambitnych i utalentowanych nowicjuszy (wspomniane CreepyJar i MovieGames) oczywiście nie oznacza, że od teraz wszystkie premiery będą sukcesem – to, że wydarzą się rozczarowania jest praktycznie pewne.

Żeby była jasność – w dzisiejszym wpisie nie zachęcam nikogo do tego, by unikać premier. Mogą być one szansą na naprawdę potężne wzrosty. Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Bez praktyki niczego się nie nauczymy (ani nie zarobimy), także o ile nie zamierzamy trudnić się spekulacją (zamykając pozycję zawsze przed premierą – to też jakaś metoda, która ma swoich amatorów), zapewne i nieudane premiery przydarzą się nam po drodze. Nieudana premiera to nie jest jednak koniec świata, jeśli udało się wcześniej wypracować odpowiednio przygotowaną strategię. Nieodpowiednia reakcja na nieudaną premierę to najprawdopodobniej poważne ryzyko kłopotów przez wiele miesięcy (o ile nie lat). Marząc o piciu szampana (i w związku z tym ryzykując), warto nie opić się go za wcześnie i za dużo, by np. nie wpaść pod tramwaj.

SEASON OF THE BEAR IS HERE! - GWENT: The Witcher Card Game
Ilustracja Niedźwiedzia z gry Gwent od CD Projekt Red – Gwent ani CD Projekt nie mają nic wspólnego z dzisiejszym wpisem, natomiast niedźwiedzie tak

Kiedy premiera jest nieudana?

Zanim przejdę do odpowiedzi na powyższe pytanie zaznaczam, że opisuję dziś swoje zasady dotyczące znaczących premier. Zakładam, że większość spółek ma premiery istotnych tytułów raz na kilka lat. Poziom istotności premiery należy oceniać z punktu widzenia skali działalności spółki, indywidualnej dla danego podmiotu. Dla większości spółek z NewConnect premiera gry o budżecie 3-4 mln zł byłaby sporym wydarzeniem, dla CD Projectu – raczej nie.

Wyróżnienie kategorii „znaczącej premiery” jest dla mnie ważne dlatego, że moim zdaniem nie warto zamykać pozycji np. po niezbyt dobrym przyjęciu relatywnie niewielkiego DLC (np. Frostpunk On the edge). Tak samo w przypadku spółek, które mają w portfolio kilka projektów o różnych rozmiarach, dwa razy zastanowiłbym się przed wywaleniem akcji po rozczarowującej premierze małego tytułu, jeśli w niedługim okresie planowana jest premiera znacznie większej gry. Nieudana premiera „malucha” powinna być jednak pewnym znakiem ostrzegawczym.

Przechodząc do meritum, warto zdefiniować czym jest “nieudana premiera znaczącej gry”. To taka premiera, po której widać, że gra będzie miała problemy ze zwrotem nakładów poniesionych na jej produkcję i wydanie, a następnie – wygenerowaniem powtarzalnego wyniku, który pozwoli sfinansować (lub współfinansować) dalszą działalność i zapewnić rozwój spółki. Pisząc o “nieudanej premierze” bynajmniej nie mam na myśli tylko sytuacji, w której gra zebrała kiepskie oceny. Te mogą być wysokie, a kurs i tak może zanurkować. Nieudana premiera to sprzedaż poniżej oczekiwań rynku (a nie oceny graczy czy nawet tylko po prostu “sprzedaż”). Innymi słowy – jeśli przed premierą kapitalizacja spółki wzrosła do kapitalizacji CD Projektu przed premierą Wiedźmina 3, a następnie owa spółka odnotowała połowę sukcesu Wiedźmina 3 (a więc ogromny sukces), nieuchronnie spotkają ją spadki – nawet jeśli spółka wydała (czy wyprodukowała) niezłą grę. Po prostu rynek przeszarżował i zazwyczaj nie jest to wina spółki, że akcje czeka istosna przecena, a więc niejako dostanie karę, pomimo sukcesu.

Warto też zaznaczyć, że premiera może być bardzo udana pod każdym względem (również sprzedażowym), a kurs i tak zaliczy poważny spadek. Tak było np. z 11 bit Studios po premierze Moonlightera (o czym dalej). Premiera bywa w takim przypadku dobrą okazją dla realizacji zysków. Wiele osób spodziewa się takiej reakcji kursu CD Projektu na premierę Cyberpunk 2077.

Błędy popełnione przed premierą

Zanim przejdę do przedstawienia swojej strategii działania po nieudanej premierze, kilka wskazówek, jakich błedów wystrzegam się w krótkim okresie bezpośrednio poprzedzającym premierę.

Błąd życzeniowego myślenia – polegający na pochopnym założeniu, że wszystko pójdzie zgodnie z planem, a premiera będzie udana „bo przecież wszystkie znaki na niebie i ziemi przepowiadają sukces”. Nie ma tak dobrze zapowiadającej się premiery, której nie dałoby się schrzanić (żeby nie wzbudzać kontrowersji podam przykład spoza naszego parkietu – Diablo 3). W efekcie, jeśli nie dopuszczam do siebie myśli o ryzyku, nieudana premiera będzie zaskoczeniem – wtedy łatwo o krytyczny błąd. Nawet jeśli moja wiara w w premierę jest niemal bezgraniczna, to i tak należy przygotować plan zamknięcia pozycji, by nie popełnić błędów pogarszających sytuację. Plan powinien uwzględnić zamknięcie całości lub istotnej części pozycji, jeśli coś pójdzie nie tak.

Błąd polegający na kupowaniu na górce bądź uśrednianiu w górę w krótkim okresie przed premierą. Wystrzegam się myślenia “teraz zainwestuję wszystko co mam (również pieniądze nieprzeznaczone na giełdę), a już za kilka dni, jak już kurs wystrzeli, sprzedam część z dużym zyskiem, a resztę zostawię na długi termin”. Prawdopodobnie kupno akcji w tym momencie to kupno na szczytach, których walor może nie zobaczyć przez parę następnych lat.

Błędy popełnione po nieudanej lub niespełniającej oczekiwań rynku premierze

Nieudana premiera to nie jest jeszcze żadna tragedia. O ile niespełająca oczekiwań rynku premiera nie jest dramatem, dramat może wydarzyć się później. Przerobiłem to na własnej skórze, a oto błędy, których zamierzam wystrzegać się w przyszłości.

Błąd polegający na odwlekaniu zamknięcia stratnej bądź topniejącej pozycji. Niezależnie na jak dużym minusie kurs się otworzył w dniu po nieudanej premierze, prawdopodobnie czekają go o wiele niższe poziomy (nawet jeśli początkowo nie otworzy się z bardzo wyraźną luką, albo też – po otwarciu na dużym minusie będzie próbował odreagować).

Błąd polegający na ocenie potencjału premiery wyłącznie w oparciu o subiektywne odczucia co do gry. Stosuję zasadę „nie inwestuję w gry, w które sam chciałbym zagrać, tylko w takie, które mają szanse na komercyjny sukces”. Ocena potencjału komercyjnego wymaga ustalenia takich kwestii jak: budżet gry, szanse na to, czy gra zwróci swój koszt i kiedy zacznie zarabiać, zasady rozliczeń i podziału przychodu z wydawcą.

Żelazna zasada – nigdy nie uśredniam w dół w oczekiwaniu na odbicie. Wtedy właśnie ego (urażone spadkam) może podpowiadać “warto kupić akcje, bo taniej już na pewno nie będzie”. Jeśli dodatkowo w zakup akcji zaangażujemy środki, które nie powinny trafić na giełdę, z późniejszych spadków można się już nie pozbierać (dlaczego tego nie robić – pisałem tutaj we wpisie „Silne ręce w kolejce po Twoją kasę„). 

Błąd polegający na życzeniowym myśleniu (mechanizm wyparcia). Nie dopuszczam do siebie myśli, że wszystko się ułoży. Nigdy nie zakładam, np. że marketing dopiero się zacznie lub błędy w grze, które powodują negatywne oceny graczy, da się naprawić. Z założenia przyjmuję ostrożnościowe podejście – nie wierzę w to, że gra wróci na szczyty rankingów sprzedaży. Każda gra ma jedną premierę, która jest punktem kulminacyjnym dla sukcesu gry – jej zaprzepaszczenie powoduje, że sukces jest bardzo mało prawdopodobny. Można było o tym posłuchać ostatnio w webinarze dla Stockwatch.pl prowadzonym przez Pawła Miechowskiego z 11 bit studios, który wspomniał również o tym, że nawet gry w Early Access mają tylko jedną premierę (tę pierwszą) – link do webinarów z konferencji.

Błędne jest założenie, że wcale nie jest tak źle, skoro oceny i recenzje gry są bardzo dobre (chodzi o oceny graczy na Steam, Metacrtitic lub recenzje w gamingowej prasie). Jeśli kurs nurkuje, prawdopodobnie gra nie spełnia sprzedażowych oczekiwań rynku, co jest tematem osobnym od jakości gry jako takiej. Zdarzyły się przecież i takie premiery gier, które zostału dobrze ocenione przez graczy i recenzentów, a które jednak i tak skończyły się załamaniem kursu (np. Observer od Bloober Team, po której to premierze w maju 2017 r., pomimo bardzo dobrych ocen i recenzji, kurs zjechał -70% w pół roku, a następnie blisko dwa lata poruszał się bokiem).

Błąd polegający na ignorowaniu złych wiadomości i krytyki (bądź reagowaniu na nie złością). Nie ma miejsca na poklepywanie się po plecach z podobnie błędnie oceniającymi rzeczywistość sprzymierzeńcami (np. o zgrozo, na forum bankiera), co daje iluzję, że “skoro nie jestem sam, to nie mogę się mylić”. Jeśli widzę, że spełnia się zły scenariusz, nie słucham nikogo, kto twierdzi inaczej – sam muszę podjąć trudną decyzję o zamknięciu transakcji.

Błędne założenie, że “gorzej już być nie może”. Zawsze może być gorzej. Po nieudanej premierze mogą się wydarzyć takie zdarzenia jak: spór pomiędzy akcjonariuszami skutkujący odejściem znaczącego akcjonariusza i zarządu, odejście pracowników, rozpad zespołu developerskiego, brak finansowania na nowe projekty, potrzeba emisji bądź oddania części przychodów ze swoich projektów zewnętrznym podmiotom. Nie mówiąc już o wydarzeniach takich jak restrukturyzacja z uwagi na brak finansowania, kłopoty niezwiązane z premierą (np. błędy zarządu, kara od KNF), czy w skrajnych przypadkach – zawieszenie obrotu akcjami i upadłość spółki (Macro Games).

Błąd polegający na naruszeniu wcześniej obranej strategii (jeśli była) – gdyby coś poszło nie tak, będę trzymać się wcześniej podjętych decyzji o sprzedaży akcji w przypadku, gdy premiera nie spełniła choćby niewielkiej części założeń. Lepiej nie zarobić, niż stracić.

Pierwsza kraksa – Farm51 “GetEven” (2017)

W kwietniu 2017 r. wydawało mi się, że mam już pewną wiedzę o inwestowaniu. W końcu otwarta w 2016 r. pozycja na CD Projekt już całkiem ładnie urosła, a ja miałem za sobą pierwszy w życiu zrealizowany zysk na spółce AutoPartner. Przeglądając serwisy informacyjne i internetowe fora dla inwestorów dowiedziałem się o zbliżającej się premierze gry “GetEven” od gliwickiej spółki Farm51. Bardzo spodobały mi się trailery gry i materiały promocyjne na YouTube. Dowiedziałem się, że gra ma globalnego wydawcę – japońskiego potentata na rynku gier BandaiNamco. Komentatorzy ekscytowali się też soundtrackiem autorstwa wybitnego komporyztora Oliviera Deriviere, nagrodzonego przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Krytyków Muzyki Filmowej (IFMCA).

Przeczytałem też o unikalnej technologii stosowanej w grze – fotogrametrii, wysokich komptetencjach developerskich Wojciecha Pazdura (który nawet udzielał w temacie gier wykładów na jednej z wyższych uczelni). O potencjale komercyjnym gry przekonał mnie film ze streamem z pierwszych 40 minut gry na YouTube od słynnego PewDiePie. Jego film z GetEven miał już wtedy ponad 2 mln wyświetleń. Jeden z najbardziej znanych na świecie youtuberów krzyczał ze strachu grając w grę gliwickiego studia – co mogło pójść nie tak? 

Kurs F51 na giełdzie na przełomie kwietnia i maja 2017 r. akurat zaczął się osuwać po niedawnym osiągnięciu szczytu.

Uznałem niestety, że to świetny moment na inwestycję, myśląc “jeszcze wskoczę do tego pociągu zanim odjedzie po premierze”. Czego nie wiedziałem? Byłem wówczas jeszcze bardzo początkującym inwestorem – mój prymitywny research pominął kwestię budżetu gry i zasad rozliczeń z wydawcą. To teraz zawstydzające, ale tak właśnie było.

Premiera gry miała odbyć się pod koniec czerwca 2017 r. Niestety kurs przez następne tygodnie dalej osuwał się, a ja w akcje Farm51 ładowałem kolejne środki. W końcu przyszedł dzień premiery, która miała miejsce 21.06.2017 r. w atmosferze kontrowersji opisanych przez wspomnianego Pawła Bieńka w serwisie StockWatch.pl Kontrowersje wokół premiery Get Even, flagowej gry The Farm 51”. O premierze niezbyt przychylnie napisał też Grzegorz Suteniec z “Pulsu Biznesu” “The Farm 51 wierzy, że wyjdzie na plus”.

Z tego co pamiętam “Get Even” tylko na chwilę pojawił się na “pierwszej stronie” global topsellers Steam – wyglądało na to, że na PC sprzedaż idzie kiepsko. Nie było jednak informacji o sprzedaży na konsolach, a zarząd w komentarzach dla PulsuBiznesu uspokajał inwestorów i zaczynał już mówić o potencjale przyszłego projektu, czyli “World War 3”. Uznałem, że dziennikarze ze Stockwatch i Pulsu Biznesu niepotrzebnie czepiają się, szukając dziury w całym. Na forach inwestorzy grzmieli nawet, że media chcą w ten sposób zaniżać kurs i na pewno działają “na zlecenie” konkurencji albo (o zgrozo) spółdzielni i funduszy. Dziś wiem, że reakcja prasy była taka jak być powinna. Wtedy jednak myśląc życzeniowo wierzyłem, że GetEven może i jest sprzedażową klapą na PC, ale znacznie lepiej mogła pójść sprzedaż na konsolach. Uznałem też, że poczekam na wyniki sprzedaży i materiały reklamowe “World War 3” ponownie myśląc życzeniowo, że nastąpi to szybko. Mechanizm wyparcia i ego powstrzymywały mnie przed przyznaniem się do błędu, którą byłaby sprzedaż akcji. To co powinienem był zrobić, to sprzedaż akcji przy pierwszych kłopotach. Wtedy jednak, co jakiś czas dokupywałem akcje, zakładając że… w końcu odbije. Podtrzymywały mnie na duchu również dobre opinie, które “Get Even” zebrał od graczy i recenzentów (75% na Metacritic i w większości pozytywne na Steam).

Byłem jednocześnie załamany, ale i żyłem wiarą w to, że kurs jeszcze odbije. Planowałem wtedy wszystko sprzedać i nigdy więcej nie powtórzyć popełnionych błędów. Przygnębienie, stres i żal do siebie, że akcji nie sprzedałem wcześniej, gdy było widać, że są kłopoty z premierą, dobijały mnie coraz bardziej. 

W szczytowym momencie przed premierą GetEven kapitalizacja Farm51 wynosiła ok. 121 mln zł. W ok. pół roku kurs Farm51 spadł o 70% (źródło: bankier.pl).

Na odbicie przyszło mi jednak czekać wiele miesięcy. Gra GetEven nigdy, poza tym co zostało wypłacone z zaliczek od wydawcy przed premierą, nie przyniosła Farm51 dodatkowego przychodu. Dopiero po wielu miesiącach, w pierwszej połowie 2018 r. pojawiły się informacje o World War 3 – kurs zaczął piąć się systematycznie do góry, a mi udało się po jakimś czasie jeszcze nawet na tym zarobić. Trwało to jednak kilkanaście miesięcy ciężkiego stresu i życia w strachu, że spółce nie uda się odbić (pojawiały się np. liczne wątpliwości, czy spółka ma wystarczająco dużo środków na dokończenie kolejnego projektu). Wyjście z opresji wynikało z farta, a nie z umiejętnego i odpowiedzialnego inwestowania.

Miałem wtedy farta, niemniej wszystko co zrobiłem w związku z tą inwestycją było ekstremalnie głupie. Gdybym wtedy miał tę wiedzę co teraz, analizę sytuacji przed premiera “GetEven” zacząłbym od sprawdzenia umowy z wydawcą. Gra była finansowana ze środków BandaiNamco (o ile dobrze pamiętam – ok. 8 mln zł). W umowie z wydawcą zastrzeżono tzw. recoup. To klauzula umowna zakładająca nierówny podział przychodu na korzyść wydawcy. Zgodnie z tą klauzulą, dopóki gra nie zwróci kosztów wydawcy, Farm51 nie miał w ogóle udziałów w sprzedaży. No i nigdy nic więcej nie otrzymał – gra do dziś nie zwróciła kosztów wydawcy.

Gdy po premierze Bandai zauważył, że gra nie jest hitem, kompletnie stracił zainteresowanie tytułem. Nie było wsparcia marketingowego. Źle dobrano okno sprzedażowe – gra została wydana podczas letniej wyprzedaży na Steam, w przeddzień wakacji. Gra była za krótka w stosunku do ceny i nie miała wyraźnego unique selling point. Mówiło się też o liniowej fabule i płytkiej interaktywności (symulator chodzenia, który przez wielu graczy został obejrzany na YouTube jak film). Przede wszystkim sprzedaż dobił brak zainteresowania ze strony gloryfikowania wcześniej globalnego wydawcy, który w tamtym czasie miał mnóstwo innych premier, na których lepiej było skupić uwagę. A przed premierą wszystko wyglądało dla mnie tak pięknie.

Phantom Doctrine – to nie mogło się nie udać

Po zamknięciu z zyskiem pozycji na Farm51 powiedziałem sobie “nigdy więcej nie zachowam się tak beznadziejnie”. Zaledwie parę miesięcy później usłyszałem jednak po raz pierwszy o CreativeForge Games. Od razu zaznaczam, że to nie ta sama spółka, co obecnie. Był zupełnie inny zarząd oraz zespół, który pracował dla nich nad grami, a także – inny model działania. To nie była spółka typowa dla PlayWay, tj. nie była to początkująca ekipa produkująca 10 symulatorów jednocześnie, tylko dojrzały zespół ze ściśle określoną (i dokładnie zaprojektowaną) wizją. 

CFG był pierwszym giełdowym debiutem spółki zależnej PlayWay. Ekipa CFG miała już na koncie udaną premierę – Hard West (2015), która była całkiem niezłym sukcesem – zdobyła uznanie krytyków, graczy i sprzedała się całkiem nieźle. W 2018 r. CFG pracowało nad o wiele większą grą – Phantom Doctrine. To tytuł, pod który zdecydowałem się zagrać.

Gra miała też tzw. „globalnego wydawcę” – holenderską firmę GoodShephard Entertainment, uznaną wśród gamerskich geeków za dobrą markę. PhantomDoctrine to gra, która cieszyła się dużym zainteresowaniem na targach gier – w Internecie można było znaleźć zdjęcia obleganego stanowiska na gamingowych targach. Grą zachwycały się światowe serwisy (o ile dobrze pamiętam dostała też nagrodę od PC Gamer za najlepiej zapowiadający się tytuł). PD wydawała się też mieć unique selling point, którym była możliwość “prania mózgu” tajniaków z wrogiej agencji i werbowania ich, by działali na naszą korzyść (to samo mógł zrobić przeciwnik z naszymi agentami). Gra trafiała do niezbyt zagospodarowanej niszy strategii turowych – była adresowana do fanów takich hitów jak XCom czy Phoenix Point, które rozeszły się w zawrotnych ilościach egzemplarzy. Dodatkowym argumentem była ścieżka dźwiękowa od znanego kompozytora Marcina Przybyłowicza (autor muzyki np. do Wiedźmina 3).

W akcjonariacie były dwa fundusze: Trigon i BPH (potem zmienił nazwę na Rockbridge), które legitymizowały potencjał projektu i miały bronić kursu w przypadku problemów. Oba miały ponad 5% akcji. 

Wartość akcji, które kupiłem jakiś czas po debiucie spółki, rosła z ogromnym tempem. Na forach internetowych inwestorzy zachwycali się ogromnymi przyrostami liczby graczy zainteresowanych tytułem (Steam Community / pozycja w rankingu najlepiej zapowiadających się gier pod względem wishlisty). Tym razem (inaczej niż przy GetEven) przed premierą uśredniałem w górę przekonany o tym, że nic złego, przy tak dobrze zapowiadającej się premierze wydarzyć się nie może.

03.08.2018 akcje CFG osiągnęły historyczny szczyt 53 zł za akcje (kapitalizacja 141 mln zł). Premiera Phantom Doctrine miała miejsce 14.08.2020 o godz. 18:00. Godzinę wcześniej akcje CFG podczas zamknięcia sesji wyceniono na 46,90 zł. Dzień później było Święto (15 sierpnia) – dzień wolny od pracy i nie było sesji na GPW. Peak graczy był całkiem niezły, ale niewystarczający (ok. 2.600 graczy). Niestety oceny na Steam były mieszane, “globalny wydawca” GoodShephard popełnił błędy w lokalizacji. Inni wskazywali, że gra jest za trudna, za długa i momentami nudna, miała też pewne błedy (np. strzelanie przez ściany). Gra co prawda pokazywała kunszt developerski twórców i skomplikowane mechaniki, ale wygląda na to, że chyba nie była dostatecznie dopracowana, mechaniki wedle niektórych były przekombinowane, a rozmiar gry – nieodpowiednio dopasowany do potrzeb gracza. To powodowało, że cena gry wydawała się za duża względem kontentu. Wszystkie wspomniane elementy najprawdopodobniej sprawiły, że sprzedaż okazała się w pierwszych dniach premiery (i wszystkich – jak się później okazało – następnych miesiącach), rozczarowująca.

Podczas pierwszej sesji po premierze, w dniu 16.08.2020 akcje CFG straciły 33%. To był spadek dla mnie niewyobrażalny w najczarniejszym scenariuszu. Chyba właśnie tak duża przecena była przyczyną sparaliżowania moje decyzyjności – ponownie popełniłem błędy, których obiecałem sobie nigdy więcej po GetEven już nie popełnić . Kurs otworzył się nieco poniżej mojej średniej (uśrednionej w górę transakcjami przed premierą), a więc na dzień dobry miałem stratę. Nie mogłem w to uwierzyć, uważałem że reakcja rynku jest przesadzona. W końcu gra zebrała świetne recenzje od krytyków. No i utrzymywała się nadal na “pierwszej stronie” globalnych bestsellerów Steam (choć już raczej na dalszych pozycjach).

Niestety popełniłem też inny błąd, co przy GetEven – spanikowany uśredniałem w dół. Mijały kolejne dni, komunikatu o rozmiarach sprzedaży ani zwrocie kosztów nie było (teraz wiem, że taki komunikat nie miał prawa się pojawić, bo na zwrot kosztów nie było szans – wtedy jednak jeszcze nie umiałem choćby orientacyjnie szacować wyników sprzedaży). Gra zaczęła powoli osuwać się w rankingu bestsellerów Steam. Osuwał się również kurs. Kilka miesięcy później, gdy wydawało się, że gorzej być nie może, Prezes spółki złożył rezygnację. Niemal od razu pojawił się jednak nowy prezes – gamedesigner odpowiedzialny za Phantom Doctrine. Jakiś czas później, gdy wydawało się, że spółka niedługo pochwali się nowym projektem (zapowiedzianym w ESPI) ze spółki (razem z nowym prezesem) odeszli praktycznie wszyscy pracownicy.

Kapitalizacja CFG przed premierą PD – ok 141 mln zł. Kurs CFG zanurkował o -83% w zaledwie cztery miesiące.

Ponownie dostałem bolesną nauczkę. Zamiast sprzedaż akcje po premierze, która ewidentnie miała problemy, ponownie trzymałem je przez wiele miesięcy. Tym razem akcje sprzedałem w 2019 r. ze stratą, która była dramatem. Ta stara skonsumowała wszystkie zyski, które udało mi się zarobić na inwestycjach w akcje w latach 2017-2018.

Czas refleksji

W międzyczasie wziąłem się za siebie, uderzyłem w pierś dostrzegając, że popełnione błędy wynikały z niewiedzy i nieprzygotowania – postanowiłem to zmienić, zacząłem więcej czytać i myśleć o strategii. Często uśmiechałem się kwaśno pod nosem, czytając o najczęściej popełnianych błędach inwestorów, widząc, że tych błędów mogłem się ustrzec. Jednocześnie obserwowałem odrodzenie CFG. PlayWay odbudowywał spółkę – powołano nowego prezesa, rekrutowano nowe zespoły, przedstwiano nowe projekty. Niemal od razu ponownie zainwestowałem w CFG, choć była to wtedy już zupełnie inna spółka. Jedynym wspólnym elementem z dawnym CFG był szyld i pozostawione przez poprzednią ekipę długi. Akcje CFG ponownie sprzedałem w połowie 2020 r. – około dwa lata po premierze Phantom Doctrine. Ponownie – popełnione błędy skutkowały wielomiesięcznym stresem.

Dziś już wiem, jakie błędy popełniłem inwestując w CFG przed „Phantom Doctrine”. To była świetnie zapowiadająca się premiera, inwestycja miała jednak szereg wad. Bardzo niski freefloat powodował kiepską płynność i gwałtowność zmian. Skup (lub sprzedaż) niewielkich pakietów akcji powodował gwałtowne zmiany kursu. Finansowanie gry z pożyczek od akcjonariuszy podwyższało ryzyko projektu, które i tak było wysokie w związku z wysokim budżetem projektu. Spółka nie miała dywersyfikacji w portfolio premier (była uzależniona od powodzenia jednej premiery). Również w tym przypadku (tak jak przy „GetEven) wydawca miał recoup, który powodował, że spółka pokazała kiepski raport za pierwszy kwartał po premierze. Ostatecznie premierę najbardziej pogrzebał jednak holenderski wydawca, po którego stronie leżało najwięcej błedów. Nota bene po tych przejściach nie dziwię się, że Krzysztof Kostowski (prezes PlayWay) podczas ostatniej konferencji Innovation Day na GPW wspominał, że nie przepada za tym, gdy spółki z grupy wydają gry u zewnętrzych wydawców. Ostatecznie jednak to PlayWay postawił CFG z powrotem na nogi.

Podsumowanie

Dziś dostrzegam czynniki, które przemawiały przeciwko zainwestowaniu środków w akcje producentów “Get Even” i “Phantom Doctrine”. Największym jednak błędem nie był sam fakt zainwestowania w te walory, tylko brak strategii i nieumiejętność przyznania się do błędu (wyparcie, życzeniowe myślenie). To doprowadziło mnie do trwania przy pozycjach stratnych (a więc głównego błędu nowicjusza). Próbowałem jednak dalej, a pierwsze światełko w tunelu i zalążki opisanej strategii pojawiły się, gdy – jeszcze wtedy najwidoczniej niedostatecznie przezorny – kupiłem ponownie akcje Farm51 przed premierą “Chernobylite”, uznając wtedy, że tym razem będzie inaczej. Faktycznie, było inaczej – tym razem strategia zadziałała, akcje Farm51 sprzedałem dzień po premierze gry, która okazała się ponownie niezbyt udana.

Ostatecznie, zarówno inwestycja pod “GetEven”, jak i “Phantom Doctrine” nie skończyły się dla mnie inwestorskim pogrzebem. A mogły. Miałem farta, że kursy po wielu miesiącach męczarni odbiły. Tych błędów można było jednak uniknąć. Nie będę kusił losu, ani powierzał więcej swoich pieniędzy fartowi – dlatego strategia zamknięcia pozycji jest moim zdaniem absolutnym obowiązkiem. W końcu nie w każdym przypadku kursy wrócą na wysokie poziomy.

Na koniec kilka wykresów walorów, których nie miałem w portfelu w trakcie istotnych premier. Rynek lubi przypominać sukcesy sprzed wielu lat („Wiedźmin 3”, „This War of Mine” czy „Frostpunk”), jednak mam wrażenie, że mało wspomina się te mniej udane (dla akcjonariuszy) premiery.

Początkiem każdego z poniższych wykresów są szczyty osiągnięte przez kursy producentów / wydawców gier przed ważnymi dla nich premierami.

Observer (2017)

Kapitalizacja Bloober przed premierą Observer wynosiła w szczytowym momencie ok. 220 mln zł. Bloober Team osiągnął ówczesny historyczny szczyt ok. 2 miesiące przed premierą Observer (2017), a następnie w ciągu 12 miesięcy spadł ok -73%. Co ciekawe, Observer to gra z gatunku cyberpunk, która otrzymała wysokie oceny od krytyków (Metacritic 78), jak i od użytkowników Steam (81% pozytywów). Podczas sesji po premierze akcje spadały o ok. W dniu po premierze można było wyjść bez szwanku (spadek o 3,26%).

Sniper 3: Ghost Warrior (2017)

Przed wydaniem Sniper 3 Ghost Warrior (2017) kurs Ci Games osiągnął ówczesny szczyt ok. 2 tygodnie przed premierą. Następnie w ciągu roku po premierze kurs spadł o ok. -70%. Podczas sesji po premierze akcje spadały o ok. 30%.

Moonlighter (2018)

Przedstawienie Moonlightera w tym zestawieniu może być nieco kontrowersyjne, spoglądając na kurs można odnieść wrażenie, że rynek pod tę premierę grał. Premiera odbyła się w krótkim terminie po premierze Frostpunka, a więc wzrosty „pod Mooblightera” były jednocześnie wzrostami związanymi z wybitną sprzedażą Frostpunka. Niemniej to właśnie na datę premiery Moonlightera przypadł kulminacyjny moment jeśli chodzi o kurs 11B. 11 bit Studios osiągnął wtedy ówczesny szczyt pod koniec maja 2018 r. Pomimo znakomitych wyników sprzedaży i wysokich ocen Moonlithera po premierze w maju 2018 r. w ciągu zaledwie 7 miesięcy kurs spadł o ok. 50%. Przyczyną spadków nie był jednak Moonlighter bezpośrednio, tylko stopniowy proces realizacji zysków po udanej premierze „Frostpunka” oraz świadomość, że na premierę następnej gry własnej trzeba będzie czekać długie lata (wedle obecnych planów następna gra własna ma być wydana najwcześniej w 2022 r., a wtedy – w 2018 r. – rynek mógł liczyć na nawet wcześniejszą premierę).

Gods Trigger (2019)

OneMoreLevel – w związku z premierą Gods Trigger (kwiecień 2019) spadł ok. -67% w 5 miesięcy. Kapitalizacja OML przed premierą GT wynosiła w szczytowym momemncie ok 106 mln zł.

Drift20

ECC w związku premierą Drift20 (wczesny dostęp) – kurs spadł o ok. 50% w ciągu pięciu miesięcy. Kapitalizacja w szczytowym momencie ok. 87 mln zł.

Pamiętnik Inwestora – co dalej?

Zapewne zauważyliście, że od jakiegoś czasu nie zamieściłem żadnego wpisu z serii „Pamiętnik Inwestora” – nie podawałem info o transakcjach, ani statystyk portfela, nie było rozkminek która pozycja za duża, a która za mała.

Pisałem o tym na Twitterze i Facebooku, niemniej uznałem, że tutaj też powinien pojawić się wpis z tą informacją. Na chwilę obecną koniec z pamiętnikiem – nie wiem czy wróci w dawnej formie. Pamiętnik i monitoring pozycji będę pisał dla własnych potrzeb, jednak zachowam je dla siebie.

Od niechcianej „afery” znacznie wzrosły zasięgi bloga. W socjalach obserwuje mnie teraz mniej więcej 3x tyle osób, co przed „aferą”. To wzrost odpowiedzialności, a ja nie mam wystarczającej pewności siebie, czy przypadkiem nie popełnię błędu, który ktoś mógłby skopiować. Tak samo nie chciałbym, aby ktoś nieumiejętnie nie próbował powtarzać moich krotków. Nie wiem czy to ma związek z „aferą”, niemniej moje nastroje są ostatnio mocno niedźwiedzie. Być może powrót do byczych klimatów skłoni mnie by wskrzesić pamiętnik, na razie jednak jestem od tej decyzji raczej daleki.

Blog jest dla mnie hobby. Nigdy nie oczekiwałem od Czytelników niczego w zamian za wiedzę i przemyślenia, którymi się na nim dzieliłem. Zdaję sobie sprawę, że było sporo osób, które liczyły na kontynuację Pamiętnika. Dziś proszę Was o trochę wyrozumiałości dla decyzji, którą podjąłem.

Bloga natomiast będą dalej prowadził. Mam już prawie gotowy mocny wpis, w którym opiszę swoje największe porażki inwestycyjne i strategię na nieudane premiery gier. Opiszę w nim nieudane spekulacje i co moim zdaniem zrobiłem źle, przez co cała przygoda z inwestycjami mogła zakończyć się niezła katastrofą.

Wierzę w pewne wartości

Jako akt dobrej woli tymczasowo ograniczyłem dostęp do kontrowersyjnego wpisu. To nie jest przyznanie się do czegokolwiek – wręcz przeciwnie. Wyciągam rękę by osiągnąć porozumienie w „sporze”, który jest burzą w szklance wody. Codziennie spółki akcyjne spotykają się z krytyką, sytuacja w której znalazłem się po wyrażeniu swojej opinii jest czymś niespotykanym.

Kilka anonimowych osób (i jedna publiczna, celowo w całym wpisie nie będę podawał nazwy) chcą składać na mnie donosy. Przypomina mi się ciekawa historia. W połowie 2019 r. miała miejsce trudna akcja policji w Lublinie, podczas której grożono interweniującym funkcjonariuszom konsekwencjami – pisali o tym media i huczały Intermety. Interwencja została sfilmowana przez świadków zdarzenia i wrzucono ją do sieci – twierdzili, że doszło do przekroczenia uprawnień przez rzekomo brutalne zachowanie funkcjonariuszy. Pamiętam wstrząsającą scenę przedstawiającą policjanta klęczącego na szyi rzekomego pokrzywdzonego. Finalnie, jeden z agresorów okazał się poszukiwany, a postępowanie wyjaśniające w sprawie użycia siły przez policję skończyło się korzystnie dla policjantów, którzy nawet dostali nagrody za dobrze przeprowadzoną akcję. Użycie siły przez funkcjonariuszy w celu ochrony słusznych wartości nie zostało uznane za wykroczenie. Również tzw. „Internety”, w tym wykop, ale i Social media (społeczności Twittera i Facebooka) murem stanęły za policjantami, na agresorów wylała się fala hejtu. Osoby zgłaszające rzekome nadużycie przez policjantów siły zwróciły na siebie uwagę i same poniosły konsekwencje.

To taka anegdota tylko. Groźby inicjowania spraw sądowych które dostałem kiepsko znoszę, kiepsko psychicznie i fizycznie. Dlatego jako przejaw dobrej woli czasowo ograniczyłem dostęp do kontrowersyjnego wpisu (hasłem dysponuję tym razem tylko ja) z deklaracją jego całkowitego wycofania w zamian za publiczny rozejm i możliwość sprostowania. Absolutnie nie jest to przyznanie jakiejkolwiek winy.

Ostatnio przedstawiłem na blogu kilka faktów i swoją opinię na temat tych faktów. Próby atakowania mnie za wpis na blogu zbulwersowały opinię publiczną. Prawnicy i przedstawiciele mediów z którymi rozmawiałem są zdania, że nie naruszyłem prawa i nikt nie powinien w to wątpić (również Sąd). Jestem niezmiernie wdzięczny za wszystkie głosy poparcia, oficjalnie i w prywatnych wiadomościach, w tym od osób które uważam za Autorytety – ludzi ze świata mediów, analityków i prawników. Dzięki za propozycje wsparcia (prawnego, analitycznego i finansowego), z Wami czuję się trochę bezpieczniej – rozumiem że w przypadku agresji w moim kierunku nie zostanę z tym sam. Może znajdą się znamienici chętni by zeznawać w charakterze świadka? 🙂 Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, ale jakby już miało dojść do przesłuchania, zarówno przedstawicieli spółki jak i mojego, z chęcią zaproszę publiczność.

Z zebranych opinii wynika, że nie ma najmniejszych podstaw by zarzucać mi pomówienie, ani też zniesławienie, skoro informacje są prawdziwe (artykuł 213 kodeksu karnego). W moim wpisie przedstawiłem informacje i opinie. Wolność wyrażania tych drugich (prawo do krytyki) są chronione konwencją o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Polskie prawo też chroni wolność wypowiedzi – skoro fakty są prawdziwe, a dodatkowy komentarz z nimi przedstawiony jest opinią autora (dodajmy wyrażoną w sposób powściągliwy) to nie ma mowy o naruszeniu dóbr osobistych (artykuł 23 kodeksu cywilnego).

Rzetelność informacji otrzymywanych przez inwestorów w publicznym obrocie to uzasadniony społecznie interes, który również wyłącza możliwość stawiania mi jakichkolwiek zarzutów. Wierzę w rynek kapitałowy i wartości, które są jego fundamentami. Do tych wartości, jak wskazywał Phillip Fisher, należy obiektywizm w przekazywaniu informacji. Inwestorzy kupując akcje stają się współwłaścicielami biznesu, powinni wiedzieć tak samo o jasnych, jak i ciemnych jego stronach. Szanse rozwoju, jakie stoją przed spółką, też powinny być przedstawiane w sposób ostrożny, a jeśli słyszymy o szansach, w równym stopniu powinniśmy dostawać informacje o zagrożeniach – przekaz nie powinien być jednostronny. Im większe są rozbudzone nadzieje, tym większe może być rozczarowanie.

Bloguję z pasji – to tylko moje hobby, które przez ostatnie dwa dni stało się jakby koszmarem. Blog ostatnio obchodził swoją rocznicę, a chwilowo mam wrażenie, że mi zupełnie obrzydł – to oczywiście przez próby zastraszenia. Do tej pory postrzegałem bloga za coś dobrego – był miejscem, w którym dzieliłem się wiedzą, nie ukrywałem tego, że chciałbym aby służył on wspólnemu rozwojowi. Nigdy nie zachęcałem, a wręcz odradzałem naśladowanie moich ruchów. Na każdym kroku podkreślałem znaczenie samodzielności podejmowanych decyzji w ramach procesu podejmowania inwestycyjnych decyzji. Pisałem tym m.in. w dziale „O blogu” i dwóch wpisach od serca adresowanych zwłaszcza do początkujących inwestorów: „Silne ręce w kolejce po Twoją kasę” oraz „Czy gaming zyskał odporność na COVID? Syndrom milenialsa.

Pisałem też, że wpisy na blogu ze swej istoty nie mają żadnego wpływu na kursy akcji. Zresztą osoba, która podejmuje decyzje inwestycyjne w oparciu o opinie z Internetu moim zdaniem nie ma dostatecznej wiedzy i doświadczenia by być inwestorem. Poszukiwanie „rekomendacji” w Internecie świadczy o braku kompetencji by podjąć decyzje samodzielnie.

Jeśli ktoś podejmuje decyzje w ten sposób i traci kasę – może mieć moim zdaniem pretensje tylko do siebie, choć pewnie z chęcią by nakarmić własne ego będzie poszukiwać winnych i marzyć o możliwości żądania odszkodowania. Warto przypomnieć sobie, czy przed zawarciem transakcji dostał pouczenie od Firmy maklerskiej, że wybiera instrument nieadekwatny z punktu widzenia wiedzy, doświadczenia i celów inwestycyjnych – pewnie wielu początkującym się taki komunikat wyświetla. Każda decyzja o inwestycji powinna być podjęta w oparciu o własne ustalenia, poparte twardymi danymi, którymi nie byłaby w stanie zachwiać jakakolwiek opinia osoby trzeciej – choćby był to autorytet, a nie bloger o skromnych (przynajmniej do czasu skierowania w jego stronę agresji) zasięgach. Subiektywne opinie innych uczestników rynku nie mogą być elementem skutecznej strategii inwestycyjnej dlatego że subiektywne opinie to tylko opinie i każdy może i powinien mieć swoje.

Jakie z tego wnioski? Fora huczą od gróźb i złośliwych określeń pod moim adresem. Kto jednak sprzedaje akcje pod wpływem internetowych opinii? Czy aby na pewno akcje spadają z przyczyny mojego wpisu, czy jest to próba znalezienia kozła ofiarnego?

Doświadczeni, dostatecznie przygotowani inwestorzy wiedzą, że jeśli kurs jest w krótkoterminowym trendzie spadkowym ryzyko jego pogłębienia jest znaczne. Jeśli spółka zamyka tydzień poniżej poziomu wsparcia, świeca tygodniowa wygląda kiepsko, to analiza techniczna podpowiada, że idą kłopoty. Jeśli takie zachowanie kursu wynika z podania komunikatu o rozwiązaniu kontraktu, dlatego że gra portowana przez spółkę nie przeszła certyfikacji w terminie, to są przesłanki fundamentalne oznaczające kłopoty. Jeśli kilkanaście dni temu była premiera gry, a obecnie gra w nią jeden użytkownik – to są rzeczywiste przyczyny spadków, a nie wpis na blogu.

Zwróćcie uwagę, że w swoim wpisie przedstawiłem krytyczną opinię o polityce informacyjnej trzech spółek. Varsav Game Studios rósł wczoraj o +2,52%, a Gaming Factory +3,24%. Jak to się stało, że inwestorzy tam nie „zasugerowali się” moim wpisem?

Inwestor, który kupuje i sprzedaje akcje pod wpływem emocji, cudzych opinii, sam ponosi odpowiedzialność za wyniki swoich transakcji. Próby obciążenia mnie swoimi błędami są skazane na niepowodzenie.

Pamiętnik Inwestora 4T.08.2020 r. – o raporcie i transakcji 11B, transakcji na MOV i Wiedźminie AR [K: 11B, K: MOV]

W dzisiejszym wpisie z serii Pamiętnik Inwestora:

  1. podsumowanie tygodnia – zmiany w portfelu,
  2. słowo o raporcie okresowym i transakcji na akcjach 11B,
  3. wyjaśnienie motywów dokupienia akcji Movie Games: po co mi była ankieta z badaniem nastrojów przed premierą Lust from Beyond?
  4. zestawienie pozycji otwartych przedstawione w formie tabeli i wykresów.

Podsumowanie tygodnia

W tym tygodniu dokupiłem, uśredniając w górę, akcje 11 bit studios (11B) i Movie Games (MOV). Uwzględniając te transakcje, łączny niezrealizowany zysk z pozycji otwartych wynosi 139,25% (stan na 29.08.2020 r.). Tygodniowa zmiana jest symboliczna – wynosi +0,26% (uwzględniając zakupy na 11B i MOV,). Jedynym walorem na plusie w tym tygodniu okazał się… CD Projekt (CDR), który paradoksalnie uratował mój portfel przez dokupienie akcji MOV stał się trzecią spółką, pod względem wagi w portfelu.

Komentarz dotyczący nowego projektu Spokko – spółki z grupy CD Projekt, tj. gry na mobile pt. The Witcher: Monster Slayer, który stał się przyczyną wzrostów, przedstawię w osobnym nieco obszerniejszym wpisie gdy lepiej zbadam temat.

11 bit Studios z najlepszym w historii spółki pierwszym półroczem

W tym tygodniu dokupiłem pakiet akcji 11 bit Studios (11B). Nad tym ruchem wahałem się od dłuższego czasu bez koncepcji, jak i kiedy go wykonać. Dobra okazja (tak mi się wydawało) pojawiła się w poniedziałek, gdy z rana na Twitterze pojawiły się zapowiedzi ważnego ogłoszenia dotyczącego Children of Morta, a za cztery dni wypadała data przedstawienia raportu półrocznego.

Ostatecznie news dotyczący CHoM okazał się nie do końca tym czego się spodziewałem :), a ogłoszenie nie mieło przełożenia na kurs, co biorąc pod uwagę jego charakter raczej nie powinno dziwić.

Po czwartkowej sesji pojawił się raport okresowy z wynikami spółki za pierwsze półrocze 2020 r. To był dla mnie ważny dzień, zważywszy że 11B to największa spółka w moim portfelu – zarówno kapitałowo, jak i wagowo (na razie niekoniecznie wzrostowo).

Wybrane dane finansowe przedstawił na Twitterze w syntetyczny sposób Bartek Bartula:

Te wyniki powinny być moim zdaniem uznane za imponujące. Jak wskazano w raporcie:

(…) nigdy w ponad 10-letniej historii 11 bit studios S.A., nie mieliśmy tak dobrej pierwszej połowy roku, nawet w 2018 roku, gdy swoje premiery miały gry „Frostpunk” i „Moonlighter”.

Warto moim zdaniem zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię, o której pisałem na Twitterze. Jak wskazano w raporcie:

Spółka wygenerowała 30,8 mln PLN środków pieniężnych z działalności operacyjnej a wartość aktywów finansowych na koniec czerwca 2020 roku (gotówki i jej ekwiwalentów, lokat bankowych oraz należności handlowych i podatkowych) wynosiła już 114,2 mln PLN i była na rekordowym poziomie.

Myślę że przy sumie budżetów trwających projektów (własnych i z publishingu) która wynosi 65 mln zł, kwestią czasu jest dodanie nowej pozycji z publishingu na załączonym timeline.

Image

Co ciekawe, wynik tym razem okazał się zgodny z konsensusem. Prawda jest jednak taka, że analitycy swoje prognozy nieco przeszacowali. Tak mi się przynajmniej wydaje, skoro raczej nie mogli przewidzieć pewnych zdarzeń wpływających na ten wynik. Te zdarzenia to oznajmiona w komunikacie z dnia wcześniejszego zmiana podejścia 11B do rozliczania ulgi IPBox oraz „odciążenia” wyniku kosztami Programu Motywacyjnego, które zostały uznane za rozliczone w całości już w 2019 r.:

  • „odciążenie” PM: 4,05 mln zł,
  • zmianę podejścia do IPBox: 3,5 mln zł

Zmiany te, jak wskazano na forum IR spółki, wynikają z zaleceń biegłego rewidenta – 11B wcześnej badany był przez innego audytora (PwC zastąpił w tej roli Deloitte).

Jest też taka możliwość, że analitycy typujący wyniki w oparciu o które sporządzono konsensus nie uwzględniali w szacunkach w ogóle tych kwestii, a więc opisane zdarzenia mogły mieć obojętny wpływ na konsensus. Koniec końców, potyczki z konsensusem przy długoterminowym inwestowaniu nie mają tak istotnego znaczenia.

Jeśli chodzi o IP Box – czym jest ulga, w jakiej wysokości i kiedy przysługuje z punktu widzenia gamedevów pisałem na blogu w styczniu bieżącego roku. Polecam, jeśli ktoś nie ma jeszcze rozpoznanego tematu (Czy producenci gier zapłacą 4x niższe podatki?).

Podsumowując, ja jestem bardzo zadowolony z wyników. Wzrost przychodów ze sprzedaży o 240% w okresie z premierą jednego DLC, dwa lata po premierze ostatniej gry własnej, potwierdza wysoką jakość back catalogue 11B, w którym każda pozycja jest longsellerem. Niemniej ostatecznie walor zakończyl tydzień na minusie (-2,18%), zwiększona podaż podczas piątkowej sesji to moim zdaniem efekt ucieczki spekulantów, którzy być może grali tutaj pod mocne pokonanie konsensusu (co miało miejsce w 1Q). Wyniki zgodne z konsensusem musiały być dla nich rozczarowaniem (inaczej niż dla graczy długoterminowych). Nie czuję się zbyt mocny w analizie technicznej, warto jednak odnotować to, jak technicy zapatrują się na obecną sytuację, dochodząc do nieco odmiennych wniosków. Gdyby ktoś chciał się ustawiać na kupno – to pewne wskazówki, gdzie warto szukać szczęścia w poniższych tweetach.

Transakcja i ankieta – Movie Games

Po ostatnim zakupie MOV (za niecałe 5% kapitału przeznaczonego na inwestycje) zaangażowanie w ten walor wzrasta do 10% kapitału, a więc jest w dalszym ciągu niewielkie (ale jakże – przynajmniej na razie – zyskowne ;)). Niemniej ostatniej transakcji jestem bardzo niepewny. Gdyby nie fakt, że mam na tym walorze bardzo niską średnią względem obecnego kursu, z pewnością nie zdecydowałbym się na tak ryzykowny zakup na miesiąc przed premierą gry, do której sam mam sceptyczne podejście.

O swoim podejściu do przyszłosci MOV pisałem na blogu już kilkukrotnie (np. tutaj), zwłaszcza jeśli chodzi o dwie istotne premiery, które mają mieć miejsce jeszcze w tym roku – jestem sceptyczny względem Lust from Beyond (LfB) i optymistycznie nastawiony względem Alaskan Truck Simulator (ATS). Oczekiwania względem LfB po sukcesie Drug Dealer Simulatora (DDS) mogą być znacznie przesadzone. Rozważałem nawet taki scenariusz, by sprzedać część pakietu przed premierą LfB i odkupić go, gdy akcje spadną po premierze. Ostatecznie zrezygnowałem z tego ruchu po informacji o współpracy z Robertem Lewandowskim, ale nie przez sam wzgląd na to konkretnie info. Uznałem, że w spółce dzieje się tak dużo, odkąd DDS odniósł sukces, że nowe informacje o jej rozwoju są możliwe każdego dnia, więc wołałbym uniknąć sytuacji odcięcia od akcji.

Czemu zatem nie sprzedałem, tylko dokupiłem akcje? Premiera LfB już za niecały miesiąc – 24.09.2020. Stwierdziłem, że dobrze by było zrobić rozeznanie, czy moja percepcja, że rynek może przeszacowywać sukces tej gry jest prawidłowa. Wyniki ankiety, którą wykonałem na Twitterze i dwóch grupach na Facebooku są następujące:

Giełdowi Cynicy (Facebook):

Zyskowna Strona Giełdy (Facebook):

Sumując wyniki ankiety można zatem zauważyć, że inwestorzy (tak jak ja) są sceptyczni względem Lust from Beyond. Ja się temu nie dziwię. Są dwa istotne czynniki ryzyka: po pierwsze, rynek może liczyć na powtórkę sukcesu DDS-a, co nie jest moim zdaniem możliwe. Spółka podawała w komunikatach ESPI informację o potężnej, jak na ten budżet i gatunek, wishliście LfB. W jakość tej wishlisty jednak nie do końca wierzę, gdyż przy tych samych rozmiarach choćby ATS ma znacznie większą grupę społeczności Steam.

Drugim czynnikiem ryzyka jest gatunek gry. Premiery horrorów do tej pory to był zazwyczaj horror akcjonariuszy (potknięcia Bloobera, Chernobylite od Farm51 czy też – żeby nie szukać daleko – The Beast Inside od Movie Games lub największa wtopa, czyli Agony od Playway).

Mój wniosek z wyników ankiety jest jednak taki, że rynek wcale nie spodziewa się gór złota po LfB i wręcz liczy na to, że kurs będzie zniżkował po premierze, by wtedy zapakować akcje do wora przed premierą Alaskan Truck Simulator. Przy obecnym rozgrzaniu gajmingu wycena MOV 355 mln zł po sukcesie DDS-a i przy takich planach wydawniczych nie wydaje się moim zdaniem jeszcze zbyt przesadzona (a więc jest przestrzeń do pompowania). Gdyby LfB nie okazał się wcale taką wtopą, jak typują ankieterzy (a wśród nich, przynajmniej dotychcas, również ja), na kursie moglibyśmy mieć ciekawą kumulację.

A czy LfB będzie wtopą? Moim zdaniem z pewnością nie będzie to drugie Agony, jak twierdzą niektórzy. Oceny LfB Prologue były wysokie, do wydania gry z takimi wadami jak Agony nie dopuściłby zresztą też PlayWay Testing Center, który za czasów Agony jeszcze nie istniał.

Mimo pewnych obaw, postanowiłem też zaufać CEO MOV, Mateuszowi Wcześniakowi, który na chacie z inwestorami (Comparic) opowiadał o potencjalne produkcji. Zrobiłem to trochę wbrew sobie, bo osobiście uważam, że LfB wygląda obrzydliwie. Mieszanka okultyzmu z erotyką jest dla mnie niesmaczna i leży na przeciwnym biegunie mojego poczucia estetyki. Dawno jednak nauczym się tego, że inwestując w gejming nie można kierować się tego typu subiektywnymi odczuciami. Fakt, że spółka pokłada w projekcie dość duże nadzieje potwierdza również zapowiedź drugiego dema – LfB: Scarlet. A jeśli szefostwo MOV twierdzi, że może być to premiera udana, to ja na razie udzielam kredytu zaufania – dlaczego? Pisałem o tym kiedyś we wpisie Ekipa Movie Games z algorytmem na sukces.

Wspomniany wywiad, w którym Prezes MOV wyjaśnia, czemu premiera LfB ma lepszy potencjał (mimo dwukrotnie mniejszego budżetu) niż The Beast Inside (ciekawie o unique selling point), w omawianym zakresie od 35 minuty nagrania:

Na koniec wspomnę też, że w tym tygodniu spółka podała komunikat w którym poinformowano o sprzedaży części akcji przez Prezesa i podmiot z nim powiązany. Ja nie odbieram tego info negatywnie, pakiety były wcale nie tak duże, a spółka przygotowując się do wejścia na GPW może chcieć zwiększyć płynność, bądź przekazać je od razu w pakiecie jakiemuś większemu graczowi. Na takie informacje rynek zwykle reaguje negatywnie, a tutaj pokazał sporo siły.

Pozycje otwarte

Pamiętnik Inwestora 17-23.08.2020 r. [S: CFG]

Uwzględniając transakcję na CFG, 146,25% to łączny niezrealizowany zysk z pozycji otwartych wedle stanu na dzień 23 sierpnia 2020 r., względem +144,9% w tygodniu ubiegłym. Tygodniowa zmiana 1,98%. Na początku wpisu tabela ze stanem portfela w nieco zmienionej formie. Na końcu wpisu dwie grafiki przedstawiające procentowe zaangażowanie kapitałowe w poszczególne walory oraz ich wagę w portfelu.

Polecam zapoznać się z uzupełnionym działem Pytań i Odpowiedzi (Q&A), w którym pojawiły się odpowiedzi na na niekiedy pojawiające się wśród Czytelników (raczej tych mniej doświadczonych) wątpliwości bądź sugestie dotyczące wartości mojego portfela, moich celów, intencji czy też (o zgrozo) wpływu bloga na notowania papierów. To obowiązkowa lektura, bez której nie polecam w ogóle czytania mojego bloga (link: Q&A oraz link do strony „O blogu„).

Tydzień zakończył się na nieznacznym plusie, jeśli chodzi o pozycje otwarte. Jeśli chodzi o pozycje zamknięte – w tym tygodniu dołączył do nich (już teraz całkowicie) CFG, którego nie mam obecnie w portfeli. Zysk z tej transakcji (158%) jest niższy, niż w przypadku wcześniejszych transakcji na CFG, co wynika z faktu, że sprzedałem ostatnie, najdrożej kupowane akcje tej spółki. Środki pozyskane ze sprzedaży zamierzam ponownie przeznaczyć na zakup akcji, odliczając od ich wartości prognozowaną wartość podatku Belki. Dzięki tej transakcji (szczegóły w poniższym tweecie), kapitał przeznaczony na akcje wzrósł o ok. 5%. Dzięki tej transakcji pozycja gotówkowa wzrasta do ok. 19% kapitału przeznaczonego na akcje.

Antycypując komentarze (które już pojawiły się swoją drogą na Twitterze) – to nie jest tak, że nie wierzę w dalsze wzrosty na tej spółce czy jej powodzenie. Ciążyło mi jednak niezdecydowanie i niekonsekwencja w moim podejściu do tego waloru (od razu zamykając tę pozycję częściowo opisywałem to w pamiętniku – link). Faktycznie kurs osiągnął już poziomy, które zakładałem dla okresu przedpremierowego ACS i HFC (pod koniec roku), niemniej nowe informacje ze spółki powstrzymały mnie wtedy przed sprzedażą wszystkich akcji. Niekonsekwencja nie dawała mi jednak spokoju. Przedłużający się okres wyczekiwania na zapowiadaną wcześniej beta wersję ACS oraz materiały dot. gry w uniwersum “Postal” dodatkowo przyczyniał się do wzrostu napięcia i spowodował, że pękłem i sprzedałem całość. Nie wykluczam, że powrócę do spółki, dlatego że bardzo szanuję pracę, którą nad jej odbudowaniem wykonał zespół PlayWay, w szczególności – Prezes CFG Piotr Karbowski (powracając na poziomach niższych… lub wyższych, w zależności od rozwoju sytuacji). Widoczne są niestety pewne symptomy ulegania pokusie, by spółkę zawsze prezentować w najjaśniejszych barwach, niemniej nie przekraczają one jeszcze granicy, za którą nie tykam walorów.

Wynik w tym tygodniu popsuł DAT (-8,93%), zaliczany niestety do koszyka spółek COVID-owych, narażonych (wręcz zarażonych) zainteresowaniem amatorów kasyn i wielbicieli mocnych wrażeń. Wielu nieznających spółki spekulantów będzie być może liczyło na zaskakująco wysokie wyniki przychodowe w raporcie za pierwsze półrocze, ale na ten poczekamy jeszcze sporo (tymczasem w raporcie prędzej zobaczymy wzrost kosztów, niż skokowy wzrost przychodów). Data publikacji raportu to 30.09.2020. No cóż, trzeba liczyć się z tym, że walor który urósł 200% jest narażony również na korekty (uwzględniając, że mogą one ostatecznie doprowadzić do większych kłopotów).

Portfel w ujęciu graficznym

Czy PlayWay miałby szansę na “Golden Poo”?

W latach 2012 / 2013 Electronic Arts, notowany na NASDAQ amerykański gigant produkujący gry komputerowe, zmagał się z poważnym kryzysem wizerunkowym. Czy taki kryzys mógłby dotknąć PlayWay w związku z pewną niechęcią, jaką przynajmniej na polskim podwórku można zaobserwować w stosunku do rodzimego potentata symulatorów? Myślę że byłby to wniosek przedwczesny, niemniej warto podjąć próbę zdefiniowania ryzyka. Fakt, że jestem akcjonariuszem spółki nie oznacza, że będę pisać o PlayWay w samych superlatywach, bądź też prezentować wyłącznie pozytywne strony tej inwestycji. W dzisiejszym wpisie zamienię słowo o ryzyku pogorszenia sentymentu wśród graczy oraz ryzyku utraty skuteczności machiny marketingowej, opartej na potędze budowania wishlisty. Przedstawię też swoją opinię na temat krążących po rynku hipotez związanych z wyglądającymi na pośpieszne poszukiwaniami grafików – czy córki PlayWay w ten sposób chcą nadużyć przychylności inwestorów, wyciągając od nich kasę na prowizoryczne zapowiedzi gier? Analiza emisyjnych cen akcji córek, które są giełdzie od kilkunastu miesięcy pokazuje, że nie ma podstaw by specjalnie się o nich martwić – o ile tylko rynek będzie kontynuował szczodre wyceny spółek gejmingowych, a w grupie nie zmieni się podejście do tego, po jakich cenach te akcje są oferowane. Jeśli już, martwić należałoby się przede wszystkim o tych, którzy kupują akcje na górce z rynku wtórnego po tym, gdy zdążą powisieć na widłach i urosnąć kilkaset procent – zanim spółka udowodniła, że jest tak wysokich wycen warta. Pomimo opisanych ryzyk konkluzje są dla PlayWay korzystne – to instytucja pazerna na sukces, która moim zdaniem nieźle radzi sobie z kryzysami – reaguje, koryguje, wyciąga wnioski. Doskonale jednak rozumiem, dlaczego metody działania mogą się nie podobać.

Niedawno opublikowałem obszerny i entuzjastyczny wpis o strategii PlayWay i planowanym wprowadzeniu kryptowaluty, emitowanej w związku z platformą wymiany pomysłów (Czy PlayWay wciska popelinę? O strategii PLW i kryptowalucie Pway). Nadal uważam, że to świetny pomysł, który ma duże szanse sprawdzić się w praktyce.

Następnie nawet dokupiłem akcji PLW, uśredniając w górę:

Rock i Borys – “Symulator Jezusa i kryptowaluty”

Ostatnio miałem okazję poznać nieco inny (a raczej skrajnie odmienny) punkt widzenia, przedstawiony w popularnym i opiniotwórczym programie Rock i Borys (wszystkie potrzebne linki znajdują się w opisie materiału na kanale YouTube). Program, który prowadzą youtuber i streamer Remigiusz Maciaszek oraz filmowiec Borys Nieśpielak, dostępny jest m.in. na kanale Remigiusza, który obserwuje 1,5 mln. 

W odcinku “Symulator Jezusa i kryptowaluty” nie chodzi bynajmniej o nowy utwór Taco Hemingweya i Quebonafide. Rock i Borys w charakterystyczny dla siebie sposób krytykują PlayWaya. W luźnej rozmowie, podszytej odpowiednią dawką humoru, ironii i sarkazmu, nie przekraczają jednak granic dobrego smaku – wyśmiewają projekt platformy wymiany pomysłów z kryptowalutą PWay.

Materiał zdecydowanie warty posłuchania, a inwestorom polecam pominąć przydługi wstęp – start od 12:45):

Rock i Borys opowiadają o strategii PlayWay polegającej na badaniu potencjału projektów przez prezentowanie preprodukcji gier, co do których wcale nie podjęto jeszcze decyzji, czy w ogóle zostaną wydane. W podobny sposób tę strategię opisałem w swoim wcześniej przywołanym wpisie. Tyle że ja, jako akcjonariusz, tę strategię oceniłem pozytywnie, wskazując jednak, że taki model działania budzi kontrowersje. Rock i Borys istnienie tych kontrowersji potwierdzają, opisując czemu gracze mogą być oburzeni na fakt, że PlayWay reklamuje produkt, a gracze poświęcają swój czas i niekiedy pokładają nadzieje w projekcie, który być może nigdy nie trafi na wirtualne półki Steama.

W programie obecny jest wątek giełdy, w niekiedy niezbyt poprawnym kontekście. Borys wspomina np., że prezentowanie preprodukcji wpływa na notowania PlayWay na giełdzie. Pojawia się teza, że moment prezentacji gry ma większe znaczenie niż jej premiera, powodując wzrosty kursu. Nie mogę się z tym zgodzić – w przypadku PlayWay kurs już nie reaguje na przedstawianie nowych preprodukcji.

Inwestorzy są raczej tego świadomi, że nie każda pokazywana przez PlayWay gra trafia do właściwej produkcji albo być może trzeba będzie długo czekać na jej premierę. Gdyby 11 bit Studios, który wydaje własne gry raz na kilka lat, pokazał nowy tytuł – kurs powędrowałby na nowe szczyty. PlayWay jednak pokazuje swoje nowe tytuły co kilka dni, a rocznie cała grypa wydaje kilkanaście lub więcej produkcji – nie są to informacje cenotwórcze. I to nawet dla najlepszej jak do tej pory spółki córki w grupie, czyli Movie Games.

Nie zgadzam się też z tezą, że zapłata tokenem PWay za pomysły amatorów to “płacenie powietrzem” za pracę potencjalnych pomysłodawców, którzy mieliby być w ten sposób w jakiś sposób wykorzystani. Uważam, że są spore szanse na wzrost wartości tokena, co dość obrazowo przedstawiłem już w moim pierwszym wpisie na temat tej kryptowaluty. Nie uważam, aby w ten sposób PlayWay wykorzystywał amatorów, oni w większości przypadków nie mają innego sposobu by sprzedać swoją wizję gry.

Więź pomiędzy graczem i developerom – ryzyko sentymentu

W poprzednim wpisie opisałem różnice w podejściu PlayWay i reszty spółek do tworzenia gier i pielęgnacji specyficznej więzi pomiędzy producentem gry i graczem (na przykładzie gry będącej symulatorem pracy kuriera). Początkowo jednak nie spojrzałem na tę kwestię z szerszej perspektywy – ryzyka sentymentu wśród graczy, ocenianej jednak nie przez pryzmat poziomu gier, ale lojalności względem gracza.

Electronic Arts, globalny potentat gier komputerowych o kapitalizacji ok. 40 miliardów USD, tak kiedyś wkurzył graczy, że dwa lata z rzędu (2012 i 2013) “wygrał” nagrodę przyznawaną najgorszej firmie Ameryki – Złotą Kupę. Przyczynami były kontrowersyjne zakończenie kultowej gry Mass Effect 3 oraz nielojalność względem graczy przejawiająca się w naciąganiu ich na mikro-płatności w kolejnej edycji SimCity.

Czym PlayWay mógłby wkurzyć graczy, by tak jak EA zasłużyć na tak niechlubny rytuał? Mówią o tym Borys i Rock. Już teraz PlayWay zalewa rynek preprodukcjami (to element ich strategii). W komentarzach często pojawia się niezadowolenie graczy – w przeszłości wiele razy widziałem podobne komentarze (parafrazując):

„Hej PlayWay! Kiedy w końcu zaczniecie nie tylko pokazywać projekty gier, ale również je wydawać? Chcemy grać w gry, a nie oglądać filmiki marketingowe o grach, które nigdy nie zostaną wydane”. 

Faktycznie, PlayWay wydaje nieco mniej gier, niż przedstawia w swoich planach. To jednocześnie strategia (na chwile obecną) piekielnie skuteczna i intratna dla akcjonariuszy – PLW wypuszcza jedynie sprawdzone, z punktu widzenia zainteresowania, tytuły. 

To powoduje jednak niezadowolenie wśród wielu graczy, a może prowadzić też do utraty zaufania i poczucia nielojalności – naruszającej specyficzną i raczej delikatną więź łączącą graczy z twórcami uwielbianych przez nich produkcji. Ze strony konkurencji (która tę więź w pocie czoła pielęgnuje) również powiewa dyskretny chłód. Podobnie jak w przypadku giełdy, gracze komputerowi dokonując zakupów kierują się sentymentem. Już nie raz gejmdeweloperzy podejmowali się wręcz heroicznych wyzwań by naprawić nadszarpniętą reputację, na którą pracowano latami, by zmierzyć się z widmem jej utraty jedną wpadką (np. problemy Blizzarda po premierze Diablo 3 opisane w książce „Krew, pot i piksele. Chwalebne i niepokojące opowieści o tym, jak robi się gry”, autorstwa: Jason Schreier).

PlayWay nadal jest jednak moim zdaniem daleki od takiego poziomu hejtu wśród graczy – ostatnie premiery pokazały, że radzą sobie coraz lepiej.

Ryzyko wishlisty

Pojawia się jednak inne ryzyko. Bardzo tania i skuteczna machina marketingowa mogłaby przestać działać, gdyby gracze w końcu doszli do wniosku, że klikanie “dodaj do wishlisty” na Steam nie ma sensu, skoro niejeden symulator albo nie powstaje, albo trzeba na niego czekać latami. Bez tych kliknięć cross-promocja, na której oparty jest system marketingu PlayWay praktycznie przestałaby istnieć.

Już teraz takich samych rozmiarów wishlista wydaje się przekładać na mniejszą sprzedaż w przypadku gier PlayWay. Zapewne zależy od stopnia hype gracza w momencie kliknięcia, jak i podtrzymywania tego hype później. Można posłużyć się skrajnym przykładem – gracze raczej pamiętają, że dołączyli do wishlisty Cyberpunka 2077, ale czy aby na pewno pamiętają o tym, że dołączyli do wishlisty symulatora piekarza?

Jeden z czytelników po ostatnim wpisie podesłał mi też materiały, z których wynika że bywały i takie wishlisty, które budowały się niezależnie od tego, czy miały fundament w postaci faktycznego zainteresowania tytułem. Nie mam pewności do do autentyczności poniższego screena. Gdyby jednak prawdziwy, należałoby przyjąć, że takie zagrania obniżają jakość i skuteczność wishlisty. To by tłumaczyło dlaczego są często tak duże rozbieżności pomiędzy sprzedażą gier o teoretycznie podobnej wishliście w dniu premiery. Nie wiem, na ile w okresie późniejszym ponownie praktykowano tego rodzaju marketing – Agony to w końcu temat sprzed dwóch lat, a więc – uwzględniając jak bardzo PlayWay rozwinął się w tym czasie – lata świetlne temu.

Inwestorów nie sieją

Rock i Borys zwrócili uwagę na pojawiające się ostatnio oferty pracy. PlayWay masowo poszukuje grafików do sporządzenia preprodukcji – wydaje się, że proponując stawki… nieco powyżej standardów PlayWay. Po co ten pośpiech? Czy to już przygotowania do realizacji pomysłów z platformy PWaya?

Jedna z tez przedstawianych w materiale jest taka, że prowizoryczna preprodukcja ze zbudowaną wishlistą pozwala na to, by łatwiej pozyskać inwestora (wishlista jest oceniana jako kapitał sam w sobie). Inwestor może być nie do końca świadomy, jaki jest rzeczywisty etap zaawansowania prac nad grą.

Poza materiałem Rocka i Borysa słyszałem również tezę o skoku na kasę drobnych w IPO. Tyle że… córki PlayWay rzadko wchodzą na parkiet poprzez emisje publiczne. Większości spółek kapitał udaje się pozyskać w emisjach prywatnych – córki nie muszą się ogłaszać publicznie, by zebrać środki.

W większości przypadków to inwestorzy sami przychodzą wykładając pieniądze na stół w myśl zasady – shut up and take my money. Spółka jednak musi mieć plany giełdowe, bo inaczej zainteresowanie byłoby mniejsze (faza spekulacji przenosi się już na etap przed debiutem giełdowym). Im więcej zapowiedzi tym łatwiej pozyskać inwestorów – stąd przypuszczenia o tym, po co to parcie na zatrudnianie grafików.

Przeanalizowałem zachowania kursu spółek z grupy PlayWay (zarówno zależnych, jak i stowarzyszonych) by zbadać jak rynek weryfikuje ceny, po których córki PlayWaya oferują swoje akcje przed debiutem. Wybrałem do tego spółki z historią dłuższą niż 6 miesięcy, w których rynek zdążył już oswoić się z walorem, wyrobić na jego temat oponie, przetrawić dobre i złe informacje, które pojawiały się po drodze. Przede wszystkim, to walory które mają za sobą znaczące premiery gier, które miały miejsce po debiucie. Wykresy przedstawione są wedle kolejności debiutów.

Jakie z tego wnioski? Tylko w przypadku dwóch spółek (CFG i MOV) kursom incydentalnie i chwilowo zdarzało się spadać poniżej ceny emisyjnej. Nawet w przypadku spółek z dużymi problemami (CFG i ECC), które mają za sobą nieudane premiery gier (Phantom Doctrine i Drift20), kurs trwale nie spadał poniżej ceny, za którą kupowano akcje w emisach prywatnych. CFG dwukrotnie spadał nieco bardziej, niemniej tam wydarzenia były znacznie bardziej dramatyczne, rozpadł się cały zespół developerski. Uwagę zwraca fakt, że w przypadku ogólnorynkowej paniki kursy CFG i MOV spadły właśnie nieco poniżej cen emisyjnych. Gdyby doszło ponownie do ogólnorynkowej paniki, być może poziomów wsparcia dla spółek z grupy PlayWay należałoby szukaj właśnie na poziomach bliskich wspomnianego zakresu cenowego (z wyjątkiem MOV, który moim zdaniem od tego czasu dzięki udanej premierze DDS ugruntował już swoją pozycję w segmencie spółek o wyższych kapitalizacjach).

Innymi słowy, o akcjonariuszy obejmujących akcje w spółkach, które planują wejść na giełdę raczej nie powinniśmy się martwić – jeśli w spółkach PlayWay będzie kontynuowana dotychczasowa polityka cenowa. Oczywiście w nieco innym położeniu znaleźli się akcjonariusze, którzy kupili akcje na szczytach notowań z rynku wtórnego zaraz po debiutach CFG, MON czy ECC. Poważne zjazdy zaliczały kursy CFG i ECC, co wiązało się jednak z nieudanymi premierami ich gier. Nie tak dawno akcje SIM osiągnęły szczyt, od którego spadły już blisko 50% – co ciekawe, jeszcze przed premierami zapowiadanych gier. To efekt wygórowanych oczekiwań rynku względem ich działalności, za co często odpowiedzialność ponoszą prezesi niektórych spółek – wychwalając swoje dokonania ponad miarę i umniejszając ryzyka bądź słabe punkty. To jednak temat na inną dyskusję (który również w swoim czasie chciałbym poruszyć).

Można zatem powiedzieć, że akcje oferowane przez córki PlayWay w ramach emisji poprzedzających debiuty w tych przypadkach były po prostu tanie w stosunku do tego, jak później wyceniał je rynek. Ten trend jest kontynuowany – wystarczy spojrzeć na wykresy Games Operators, Sonki, Pyramid, czy najbardziej napompowanego SimFabric. Ewentualne wpadki poszczególnych spółek (np. ostatnia ECC), dotychczas nie studziły zapału inwestorów wieszających na widłach kolejnych debiutantów, a następnie windujących kursy do niewyobrażalnych wręcz poziomów. Dopóki mamy hossę gamedevów (często postrzeganą za bańkę spekulacyjną) nie martwiłbym się specjalnie o inwestorów obejmujących akcje w emisjach PlayWay. Zresztą, oni sami powinni wiedzieć co robią – o bańce na gamingu mówi się naprawdę sporo i każdy kto bierze w tym udział, powinien liczyć się z konsekwencjami jej pęknięcia. Moim zdaniem bezpieczniej lokować środki w dużych spółkach (również samym PlayWay), ale ewentualna premia za ryzyko jest również mniejsza.

Sytuacja osób kupujących akcje z rynku wtórnego na górce jakiś czas po debiucie, gdy spółka nie miała jeszcze okazji potwierdzić swojej wartości, to temat na osobną dyskusję. Dla tak rozgrzanej branży, jaką jest gamedev, parafrazując przysłowie – inwestorów nie sieją, zwłaszcza gdy słyszą hasło „5 premier do końca roku”. Ludzie są tak zaślepieni wizją łatwych pieniędzy, że nie próbują nawet sprawdzić, jakiej jakości to premiery w stosunku do tego, jaka jest obecnie kapitalizacja spółki. Nie mówię o dopytaniu o ich budżety czy sprawdzeniu podstawowych informacji (takich jak rozmiar community na Steam).

Apetyt na sukces

Będąc świadomym tych ryzyk i kontrowersji, które opisałem, moje nastawienie względem PlayWay pozostaje bycze. To spółka o wielkich ambicjach, jeśli chodzi o ekspansję. Jednocześnie bardzo dobrze radząca sobie z sytuacjami kryzysowymi i wyciągająca wnioski na przyszłość z potknięć (mniejszych, ale i większych). Mam tu na myśli np. fatalną premierę Agony i rolę, jaką dla późniejszych produkcji odegrała grupa testerów z PlayWay Testing Center. 

Rozumiem, dlaczego rynek podchodzi z rezerwą do tak częstych zbiórek kapitału w emisjach prywatnych i publicznych przez spółki z grupy. Zwłaszcza w sytuacji, gdy matka wypłaca sowicie dywidendę, a jej freefloat to skromne 18% (innymi słowy grupa chętniej dzieli się akcjami córek niż swoimi własnymi). Osobiście wierzę jednak w to, że PlayWay to nie jest podmiot, który zbierze kasę od inwestorów, wrzuci preprodukcje na Steam i zamknie działalność (takie sugestie też słyszałem). Sceptyków i malkontentów też warto słuchać, by wiedzieć co niewyobrażalnego dla rynku mogłoby się stać. Moim zdaniem, apetyt na sukces i długoterminowy plan rozwoju tej spółki nie pozwalałyby na to, by pozwolić na zamknięcie działalności choćby jednej spółki córki – najlepszym tego przykładem jest CFG – spółki, która w styczniu 2019 r. według wielu zasługiwała na jej rozwiązanie, a jednak została odbudowana i w tym roku planuje dwie premiery gier własnych. Poważniejszym ryzykiem jest oczywiście koniec hossy gejmdevów i brak popytu na te wszystkie akcje, które są uplasowywane w drodze kolejnych emisji. To jednak ryzyko z którym powinien liczyć się każdy inwestor, którego nęci inwestowanie na tak rozgrzanym rynku.

Myślę że w PlayWay są również świadomi ryzyk, które tu opisałem jest chodzi o sentyment graczy czy klikalności wishlist. A nawet więcej – już pracują nad tym, by te ryzyka minimalizować. W wypowiedziach Prezesa Kostowskiego można już było usłyszeć deklaracje, że niewykorzystane preprodukcje trafiają do spółek córek zainteresowanych ich premierami i ostatecznie zostaną wydane (zdaje się, że tę rolę w grupie przynajmniej częściowo pełni obecnie Woodland, a wcześniej już – ULG). Biorąc pod uwagę, że to małe projekty i czas ich produkcji jest krótki, być może niebawem można się spodziewać ich premier. Innym tematem jest natomiast, czy ich jakość zadowoli graczy oraz to, ile te gry zarobią – to nie są jednak produkcje, którym rynek poświęci dużo uwagi (nie spodziewałbym się wzrostów pod takie premiery).

Wspomniałem o wizerunkowych kłopotach Electronic Arts w 2012 / 2013. Na koniec rzućmy jeszcze okiem na ich wykres. Oczywiście nie przedstawiam go jako sugestii, że PlayWay miałby podążyć tą samą ścieżka (a raczej kontynuowałby tę ścieżkę) – mam na myśli fakt, że pewne kłopoty wizerunkowe nie w każdej sytuacji by wzrosty blokowały (choć uważam że za wcześnie, by uznać, że z takimi PlayWay już teraz się boryka).

Biorąc pod uwagę te wszystkie czynniki, mój wniosek jest taki, że akcji PlayWay sprzedawać na razie nie zamierzam (chyba że pojawi się argument inny, niż dotyczący PlayWay – np. z szerokiego rynku). Oczywiście będę obserwował rozwój sytuacji. Gdyby doszło do zauważalnej zmiany sentymentu wśród graczy, bądź standard informacji wśród spółek córek zaczął być patologiczny (SIM jest blisko tej granicy, w przypadku innych spółek nie widzę większych nieprawidłowości), wówczas nie wykluczam zmiany podejścia.

Tydzień korekty – pamiętnik inwestora 10-16.08.2020 r. [K: VOT]

To nie był zupełnie udany tydzień, ale takie też muszą się zdążyć – kursy akcji nie mogą piąć się pionowo do góry. 144,9% to łączny niezrealizowany zysk z pozycji otwartych wedle stanu na dzień 15 sierpnia 2020 r. (gdyby pominąć transakcję zakupu akcji VOT – byłoby 160,84%), względem +169,43% w tygodniu ubiegłym. Tygodniowa zmiana -3,14%

Dogecoin treasury yo 💰 : dogecoin

Z uwagi na to, że drugą połowę tygodnia spędzałem poza miastem, ten odcinek pamiętnika będzie krótki.

Największy spadek ze spółek w portfelu odnotował Movie Games (-13%). To wcale niedużo biorąc pod uwagę fakt, że przez cztery miesiące ta pozycja zyskała ponad 450% (obecnie topniejąc do 390%).

Spadała jednak większość spółek w portfelu – tylko dwie z siedmiu spółek obecnych w ubiegłym tygodniu skończyły go na plusie (przy czym DAT na nawet całkiem niezłym +4%). Te spadki po serii wzrostów nie są dla mnie ani niespodziewane, ani w ich obecnym kształcie niepokojące.

Dojrzałem do zmian w portfelu, choć miałem pełen problem z przełamaniem się – będą kolejne drobne przetasowania.  

Potrzebowałem trochę czasu by ułożyć sobie pewne elementy swojej strategii w głowie i podjąłem już decyzje, ktore w tym tygodniu będę wdrażał w życie, a z czasem też – opisywał i wyjaśniał na blogu.

Wpadłem na ciekawy artykuł Pawła Rosika na Strefie Inwestorów „Jak lepiej inwestować – radzi Maria Konnikova, psycholożka i autorka książki „Myśl jak oszust, by nie dać się oszukać – wynika z niego, że prowadzenie bloga może okazać się przydatne dla skuteczności inwestowania. 

Psycholożka zaznacza, że bardzo ważna jest praktyka. „Trzeba działać. Trzeba próbować. Inaczej nie będzie postępów. Niestety, ale nie da się wszystkiego nauczyć na cudzych błędach, trzeba się też uczyć na własnych. Trzeba się sprawdzać w działaniu, obserwować swoje zachowania, wyciągać wnioski z sukcesów i porażek”

Skoro trzeba praktykować – no to działam. W tym tygodniu kupiłem akcje Votum (VOT), to spółka zupełnie inna od tych, które mam w portfelu – nie zamierzam rozpisywać się o niej szerzej na blogu, poza krótkimi notkami w pamiętniku.

Inspiracja dla tej tranakcji pochodzi z facebookowej grupy „Giełdowi Cynicy„, a dokładnie – zamieszczonego przez jednego z jej użytkowników AF i AT spółki. To grupa specyficzna, bo inwestorzy wypowiadają się tam o swoich inwestycjach bardzo powsiągliwie (bez rakiet, pereł i diamentów), wpisy są dość dokładnie uzasadniane, nie ma miejsca na pyskówki. Po kilkudniowym własnym researchu zdecydowałem się kupić Votum – to inwestycja na przynajmniej 4-8 miesięcy, a co dalej? Będę podejmował decyzje w zależności od rozwoju sytuacji.

Z ciekawym materiałem o VOT ponownie przychodzi Strefa Inwestorów – to chat z prezesem Zarządu. Zakładam, że pierwsze wzrosty na VOT pojawią się już po przekazaniu raporty za 1H2020 (zgodnie z kalendarium 8 września). Dzień kumulacji, o którym mówi Prezes – może mieć miejsce na przełomie 2020/2021 – wtedy, w zależności od rezultatów, będę podejmował dalsze decyzje.

Pozycje otwarte

NazwaŚr. kursotwarcia%kapitałuKursaktualnyWagaTyg. Z/SOgółem Z/S
11B*344.3730%50318.07%-1,57%+46.22%
CDR67.87%41017.64%-3,82%+504.71%
CFG*13.497%3910.75%+0,78%+171.02%
DAT69.129%22412.38%+4,19%+224.07%
LVC41.7812%95.511.31%-3,92%+128.57%
MOV24.127%11813.97%-13,24%+389.22%
PLW24114%48111.77%-0,93%+99.58%
VOT11.8410%11.954.11%+0,93%+0.92%
gotówka5%

* Pozycja na 11B składa się z aż czterech transz na trzech rachunkach (w tym IKZE) ze średnimi zakupów: 140,8 zł, 310 zł, o429,42 zł, 451,76 zł 

* Również CFG mam na dwóch rachunkach z różnymi średnimi zakupu